Pożar | Australia, Melbourne - dobre miejsce na wioskę

Blog Moniki i PrzemkaRSS wpisów RSS komentarzy

pożar- archiwa tagu

Code Red

fdr_chart

Poziomy zagrożenia pożarowego:

NISKI-ŚREDNI: Sprawdź swój “Plan Ratunkowy na Wypadek Pożaru”.

WYSOKI: Sprawdź swój “Plan Ratunkowy na Wypadek Pożaru”.

BARDZO WYSOKI: Jeśli mieszkasz w rejonie zagrożonym pożarem buszu, a twój “Plan Ratunkowy na Wypadek Pożaru” mówi, żeby wyjechać to najbezpieczniej będzie wyjechać jak najwcześniej rano.

POWAŻNY: Najbezpieczniej jest wyjechać z samego rana (jeżeli mieszkasz w rejonie zagrożonym pożarami buszu, a twój “Plan” mówi, żeby wyjechać). Zostań w domu tylko jeżeli jest dobrze przygotowany i jesteś pewien, że możesz go bronić.

EKSTREMALNY: Najbezpieczniej będzie wyjechać rano z rejony zagrożonego pożarem buszu (gdy twój “Plan” mówi, aby wyjechać). Zostań tylko gdy twój dom  jest dobrze przygotowany, dobrze zbudowany (sic!) i możesz go aktywnie bronić.

KOD CZERWONY – CODE RED (katastrofalny): Jeśli mieszkasz w rejonie zagrożonym pożarem buszu to najlepiej wyjechać jeszcze poprzedniego dnia wieczorem lub wcześnie rano.

Paliło się u nas dokładnie rok temu… “Code Red” został wprowadzony jako efekt tych pożarów. Dzisiaj, w rocznicę tych wydarzeń na szczęście ten najwyższy poziom nie obowiązuje (w Melbourne jest kod niebieski, w większości stanu Wiktoria: zielony).

PS

Wciąż prosimy o głosy, link w prawym górnym rogu strony oraz tutaj.

Popularity: 46% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Brak komentarzy

Pożar a społeczeństwo

W Wiktorii nadal pala się lasy. Dzisiaj ciepło, w związku z tym zwiększone niebezpieczeństwo pożarowe i nawet profilaktycznie zamknięto ponad sto szkół i przedszkoli.

Dla mnie nie do pomyślenia był w ogóle fakt, że przed pożarem się nie ucieka, ale można zdecydować się bronić domu przed tym żywiołem. Większość ludzi żyjących na wsi miała przygotowane plany przeciwpożarowe (zbiorniki z wodą, ścięte drzewa wokół domu, zraszanie ścian wodą, a czasami nawet automatyczne zraszanie dachu wodą w takim przypadku). Tylko, że prawdopodobnie pożar przyszedł tak szybko, że nie udało się ich wdrożyć w życie lub nawet wdrożony plan zawiódł w ekstremalnych warunkach.

Zauważyłam, że Australijczycy całkowicie inaczej podchodzą do tej katastrofy niż Polacy. W Polsce pewno drugiego dnia ogłoszono by żałobę narodową i szukano winnych za brak ostrzeżenia ludności. A tutaj podkreślano, że zostało zrobione wszystko co mogło zostać zrobione w tych warunkach i należy szukać lepszych rozwiązań na przyszłość. Szukano bohaterów, którzy mieli odwagę w tej sytuacji odwagę ratować innych i wiele wśród nich się naprawdę znalazło. Tych którzy zginęli, wspominano jako wspaniałych, dobrych ludzi, za którymi wszyscy będą tęsknić. Chyba najbardziej zdziwił mnie wywiad w radiu z kierownikiem prosektorium, który zapewniał, że najbliżsi są w najlepszych rękach w jakich w tej okoliczności mogli by się znaleźć i że wszyscy dołożą starań aby zostali obsłużeni jak najszybciej i jak najbardziej godnie.

Pomimo wszystko bił z tego jakiś spokój przy tej ogromnej tragedii (przynajmniej tak przedstawiono w telewizji i w radio). Ludzie starali się pomóc sobie od pierwszych chwil, wydawałoby się jakby należeli do jednej wielkiej rodziny. Radia, zwłaszcza te lokalne, nadawały wciąż informacje o pożarach, poszukiwaniach zaginionych i możliwości pomocy. Pomoc, która została zorganizowana jest nie tylko materialna i pierwszej potrzeby, ale także obejmuje pomoc psychologiczną i prawną. Były i są nadal akcenty typowo australijskie. W pierwszym tygodniu do punktów ewakuacyjnych, przybyli sławni sportowcy by podnieść dzieci na duchu, pokopać z nimi trochę piłki. Jednymi z pierwszych akcji charytatywnych oczywiście były mecze footy. Można to podsumować tak jak jeden z Australijczyków to powiedział: „Matka natura pokazała co potrafi zrobić w takich warunkach, ale my na pewno się z tego podniesiemy i odbudujemy swoje społeczności”. W najbliższą niedzielę udajemy się na koncert dla dzieci, który ma nie na celu zbieranie pieniędzy na pogorzelców, ale wzmocnienie więzi społecznej, takie pokazanie jacy my jesteśmy silni.

Oczywiście jak w każdym społeczeństwie, znaleźli się szabrownicy, którzy w popiołach mają nadzieję się wzbogacić. I to co na pewno najbardziej boli tych co ucierpieli jest fakt, że być może cześć pożarów wybuchła w wyniku podpalenia przez osobę, która należy do ochotniczej straży pożarnej.

Popularity: 3% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (7)

Blisko linii ognia

Od razu uspokajam: w tej chwili Melbourne (i w tym my sami) nie jest w żaden sposób zagrożone. Życie toczy się normalnie: jeździmy do pracy w korkach, dzieci chodzą do szkoły, podchmielona młodzież bawi się na St Kilda Festival, a ciężki sprzęt wyjechał właśnie na Albert Park i zaczyna szykować tor dla Roberta Kubicy. Nawet dymu nie widać.

Jednak pożar jest. Pali się wciąż w odległości ok. 70km od centrum Melbourne, w tej chwili zagrożone jest Healesville. Zdjęć żadnych nie zamieszczę, bo przecież sam ich nie robiłem. Kto chce niech kliknie na link tutaj.

Do miejsc pożarów nie da się teraz dojechać, policja poblokowała drogi. Dzisiaj rano w radio słyszałem dramatyczny apel jednej z mieszkanek spalonych miejscowości o dostawy towarów potrzebnych do życia. Brak jest wody (wszystko wylano w ogień), prądu, wszystkiego. Jakimś cudem przywrócono telefon naziemny. Kierowcy ciężarówek chcą podobno dojechać do potrzebujących, ale policja blokuje wszelki ruch ze względów bezpieczeństwa.

W ogóle w radio trwa non-stop koordynacja informacji o losie bliskich i zaginionych. Australijski Czerwony Krzyż otworzył specjalne konto, na które można składać datki. Większość dużych firm złożyła spore składki na pomoc, np. w supermarketach Coles cały zysk z piątku ma być na ten cel przeznaczony.

Ja mam przyjemność pracować w dużej firmie transportowej. Dzisiaj firma zadeklarowała chęć przewiezienia wszelkich potrzebnych dóbr w zagrożone miejsca, jak tylko dostaną takie pozwolenie od służb koordynujących akcję. Jest też otworzone konto, na które można przelać datki (przed opodatkowaniem). Firma ma pierwsza dać przykład.

Wezwanie do wojska (które włączyło się do akcji) otrzymali żołnierze rezerwy, m.in. jeden z analityków z mojego biura.

Przy tym wszystkim akurat w parlamencie w Canberze trwa debata nt. tzw. pakietu stymulującego gospodarkę. W dużym skrócie: premier K.Rudd postanowił rozdać na prawo i lewo całą nadwyżkę wypracowaną latami przez rząd Howarda i nawet się troszkę zadłużyć. Wyborcy niemal zawyli z zachwytu, że dostaną po $950, nie pamiętając iż tę kwotę najpierw musi ktoś zabrać, żeby potem komuś dać. Ale w gruszki na wierzbie wierzy się widać na całym świecie.
Dzisiaj pojawiły się wreszcie pierwsze głosy, że może zamiast na hazard i nowe telewizory plazmowe wydać te pieniądze na odbudowę infrastruktury w spalonych miastach, gdzie straty są kolosalne. Z ciekawością będę śledził los tego projektu.

Na koniec mała refleksja. Dzisiaj Wiki napisała, że ma mniejsze poczucie przynależności do lokalnej społeczności i przeżywa tę tragedię mniej niż gdyby się to działo w Polsce.
Przyznam, że skłoniło mnie to do chwili zastanowienia nad tym jak ja to odbieram. I muszę tutaj napisać coś, co mnie samego podnosi troszkę na duchu: “I AM MELBOURNIAN”.

Reportaż z Nowej Zelandii musi poczekać.

Gdyby ktoś chciał wesprzeć finansowo ofiary pożarów w Wiktorii
to proszę zajrzeć na stronę
Czerwonego Krzyża 

Popularity: 3% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (7)

Siła ognia

Jacy my jesteśmy bezradni. Od paru dni zapowiadano koszmarną pogodę na sobotę, wiadomo było, że będzie ogromne zagrożenie pożarowe. Nic nie było zaskoczeniem, wszystkie służby przygotowane, całkowity zakaz używania otwartego ognia (nawet gazowe BBQ są zabronione). A jednak…

Wczoraj w Melbourne zanotowano najwyższą temperaturę w historii: +46,4 st. C (poprzedni rekord +45,6 padł w roku 1939). Przy tym wiał silny wiatr, takim żarem jaki bije czasami z otwartego piekarnika. Wilgotność powietrza ok. 5%.

I wybuchły pożary: cudowne miasteczko Marysville w Yarra Ranges praktycznie przestało istnieć, zdjęcia pogorzelisk są przerażające (gdy byliśmy w tym mieście ostatnio to leżało tam kilka cm śniegu).
Prawdopodobnie niewiele lepiej wygląda miasteczko Kinglake (z tych okolic całkiem niedawno pisałem bloga).

W chwili gdy to piszę doliczono się co najmniej 36 śmiertelnych ofiar pożarów. Aktualna mapa pożarów w Wiktorii dostępna jest dla ciekawskich tutaj.

Dzisiaj w Melbourne jest +21 st. C (ochłodzenie przyszło wczoraj ok. 17:00 i temperatura spadła w ciągu godziny o 20 st.) i trochę kropi deszczyk.

Miałem napisać kolejny odcinek relacji z NZ, ale chyba poczekam z tym do jutra…

Popularity: 4% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (3)