Metro | Australia, Melbourne - dobre miejsce na wioskę

Blog Moniki i PrzemkaRSS wpisów RSS komentarzy

metro- archiwa tagu

Spacerując po przedmieściach: Windsor

Istnieje cały szereg nazw (najczęściej tych importowanych prosto z Anglii), które w Australii występują w wielu miejscach. Windsor jest właśnie taką nazwą. Mamy więc jeden Windsor w Nowej Południowej Walii, jeden w Queensland. Jest też Windsor w Wiktorii. O, tutaj.

Jest to jedna z wewnętrznych dzielnic Melbourne, sąsiadująca ze słynną St Kildą i położona blisko centrum (7 km), ale raczej mała i niepozorna. Turyści jeśli tu docierają to tylko przejazdem ulicą Chapel Street. Nawet mieszkańcom Melbourne nie jest to dzielnica specjalnie dobrze znana.

Windsor ma jednak tę zaletę, że jest położony blisko mojej pracy. Nadaje się więc w sam raz na zimowy spacer z aparatem.

Windsor, Wiktoria, Australia
Zima w Melbourne w pełni.  Niech Was nie zwiodą te słoneczne zdjęcia.
Tego dnia było max. +15 st.C.

Czytaj dalej »

Popularity: 25% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (5)

Barcelona (1) – św. Antoni, patron turystów

Barcelońska katedra, 17 czerwca 2009 r. przed południem.

Spacerujemy z Moniką wśród tłumu turystów i podziwiamy kolejne kaplice. Przy jednej z nich Monika się zatrzymuje, wysupłuje jakiegoś euro-drobniaka i wrzuca do skarbonki. Podchodzę bliżej zaciekawiony i patrzę na tabliczkę: “kaplica św. Antoniego”.

- Coś zgubiłaś, że się wstawiasz do Antoniego? – pytam
- Nic nie zgubiłam, ale nigdy nic nie wiadomo, wrzuciłam na wszelki wypadek – odpowiada najlepsza z żon.

*   *   *

Barcelona, stacja metra Lesseps, 18 czerwca 2009 r, około południa.

Niosę ze sobą mały plecak (na plecach), za mną idzie Monika (ubezpiecza w ten sposób plecak). W lewej kieszeni spodni mam portfel. Na schodach wyjazdowych ze stacji staje obok mnie chłopak, na oko 20-latek, Murzyn. Tuż przed końcem schodów Murzynowi nagle wypada z ręki pęk kluczy, prosto pod moje nogi. On próbuje je nieporadnie podnieść, zatrzymując przy tym kolejne osoby jadące schodami i powodując, że wszyscy po kolei wpadają na siebie…

Właściwie to nie wiem dlaczego nie schyliłem się po te klucze. W następnej sekundzie czułem już rękę drugiego chłopaka (białego tym razem) próbującą wyciągnąć portfel z mojej kieszeni. Uratowało nas to, że się nie schyliłem i to że kieszeń była dość głęboka, przez co złodziejaszek zadanie miał niełatwe.

Cała akcja trwała raptem kilka sekund. Jak tylko obaj zorientowali się, że portfel siedzi głęboko i nie daje się wyjąć to wycofali się na z góry upatrzone pozycje i tyle ich widzieliśmy.

*   *   *

Barcelona, stacja metra Jaume I, tego samego dnia późnym popołudniem.

Znów schody wyjściowe z metra. Przypadkowemu turyście ktoś “niechcący” polewa spodnie sokiem. Winowajca od razu przeprasza, wyciąga chusteczkę i chce pomóc wytrzeć zabrudzenie. Oblany turysta schyla się do zabrudzonej nogawki i w tej samej chwili drugi przechodzień sięga do jego kieszeni, wyciąga portfel i w długą. Po paru sekundach już  nie widać ani jego ani portfela. Drugi raz tego samego dnia jesteśmy świadkami akcji kieszonkowców w Barcelonie. Dodam, że dla mnie to pierwsze tego typu doświadczenia.

*   *   *

Nie wiem ilu turystów wrzuca pieniążka do skarbonki, ale kieszonkowcy są plagą w Barcelonie i często im się udaje ujść z łupem. Barcelońskie restauracje nie chcą przyjmować kart kredytowych jeśli ich właściciel nie pokaże dokumentu tożsamości, na którym zarówno nazwisko będzie zbieżne z tym z karty, jak i zdjęcie z facjatą klienta.

*   *   *

Myślę, że ten drugi okradziony turysta nie wrzucił jałmużny św. Antoniemu w katedrze ;-) .

Popularity: 10% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (5)