Boże Narodzenie | Australia, Melbourne - dobre miejsce na wioskę

Blog Moniki i PrzemkaRSS wpisów RSS komentarzy

boże narodzenie- archiwa tagu

Wesołych Świąt i do zobaczenia po Nowym Roku

Wszystkim naszym czytelnikom składamy najlepsze życzenia Wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz spełnienia wszystkich planów w Nowym Roku, już 2010. Jak ten czas szybko leci…

Nie przejadajcie się zanadto i nie spędźcie całych świąt przed telewizorem. My jedziemy jutro oglądać kangury, a jak wrócimy do napiszemy cośmy widzieli.

Poniżej na zdjęciu diabeł przemawia czule do Heroda na wczorajszym przedstawieniu “Betlejem Polskie” w Rowville w reżyserii Marty Kaczmarek. Kto nie był niech żałuje.

Betlejem Polskie

Popularity: 28% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (3)

W oknie u Myera, czyli idą Święta

To będą nasze piąte Święta w Australii. Chociaż tęskimy za polskimi ”białymi Świętami” to przyznać też trzeba, że ciepłe Boże Narodzenie ma swój urok. Przejęliśmy też niektóre lokalne tradycje świąteczne. Na przykład w oknie wystawowym u Myera w tym roku dzieci bawi świnka Olivia.

myer2009

Popularity: 27% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (2)

Dreamtime – Wilsons Promontory (galeria)

Loo-errn, duch-człowiek, mieszkał ze swoją żoną Lohan-tuka gdzieś na rzeką Birrarung (znaną obecnie jako Yarra). Pewnego dnia, podczas gotowania węgorza zauważył łabędzie pióro niesione przez wiatr na południe. Zdecydował się podążać za piórem. Dotarł między łąbędzie żyjące nad wielką zatoką, którą później biali nazwali “Western Port”. Loo-errn czekał aż łabędzie przeniosą się dalej na wschód. I tak się stało.
Loo-errn i Lohan-tuka znaleźli sobie dom w górach Wamoon*, w jaskini. Loo-errn, człowiek-duch, opiekował się ludem Brataualung, który często odwiedzał jego strony. Wamoon było dla nich miejscem, do którego uciekali przed atakami obcych, w czasach zagrożenia. Łodzie trzymali zawsze blisko brzegu, aby móc szybko przepłynąć do Wamoon. Loo-errn chronił swoich ludzi przed obcymi i przed atakami innych grup. Często widziano go maszerującego po górach Wamoon.

*Wamoon – jedna z aborygeńskich nazw “Wilsons Promontory”.

Pisałem już wcześniej o Wilsons Promontory, nie będę się powtarzał. Najładniejsze miejsce jakie dotychczas widziałem w Australii. Zapraszam poniżej do obejrzenia zdjęć z krótkimi komentarzami. Czytaj dalej »

Popularity: 3% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (2)

Święta – część druga

Piątek – rano

Pora w końcu wybrać się z Tomkiem do lekarza. Od ostatniego przeziębienia, które było 4 tygodnie temu kaszel jakoś nie może minąć. Pani doktor stwierdza, że wszystko ma czyste, ale stwierdza przechodzoną infekcję i zaleca antybiotyk… Recepta zostaje nie wykupiona do dzisiaj, może jednak te wziewy, które dostaje od 2 tygodni pomogą w końcu…

Piątek – 10 rano

Godzinna podróż pociągiem i autobusem z domu do pracy, bo dzisiaj będę miała świąteczne party, a przecież winko lubię. Tę godzinę można spokojnie spędzić na czytaniu ksiązki.

Piątek – 11-18

Praca – dane, które zmodyfikowałam w jednym systemie, nie pojawiają się w drugim. Moje zgłoszenie problemu w tym przedświątecznym czasie nie jest pilne. Aż do czasu gdy okazuje się, że najprawdopodobniej ten sam problem jest w aplikacji, która będzie testowana przez końcowych użytkowników w piątek. Ale to już problem mojego szefa, który dziwnym trafem nie wybiera się na party.

Piątek – 18:30-20

Razem z innym testerem z Indii wybieramy się na świąteczną imprezę. Facet o 18 nie był zbytnio zdecydowany czy się wybrać, czy też nie. Nie pamiętał numeru swojego stolika, a internet na jego kompie przestał działać. Dziwne bo na moim działał. Sprawdzam mu numer stolika i wybieramy się razem do city- kasyna. Pada, a to w Melbourne oznacza, że będą korki i podróż trochę zajmie więcej czasu niż zwykle.

Piątek- 20-23:30

Drinki dobiegają końca, gdy wchodzimy na salę. Wielkość jej oszałamia, wiedziałam że ma być ponad 150 stolików- przy każdym 8-10 osób, ale naprawdę nie spodziewałam się takiej imprezy. Do uroczystej kolacji- obiadu przygrywa orkiestra. Co odważniejsi – “wcięci” wkraczają na parkiet lub scenę. Pomiędzy posiłkami szukam znajomych. Przy jednym ze stolików, poznaję faceta, którego wydaje mi się, że widzę pierwszy raz na oczy, a on mówi, że pamięta gdy razem kilka lat temu przechodziliśmy pierwsze szkolenia w firmie. Och ci Australijczycy mają pamięć do twarzy i imion.

Poraz pierwszy gram w Bon-Bon. Coś na kształt cukierków z patyczkami, które ciągnie się w dwójkę i kto weźnie większą cześć to wygrywa schowane jakieś drobiazgi w cukierku. Szczęśćia zbytnio nie miałam i musiałam zadowolić się papierwą koroną.

Śmiesznym zdarzeniem było, że żona jednego z kierowników projektów dowiedziała się w trakcie kolacji, że mąż zrezygnował z urlopu pomiędzy Świętami a Nowym Rokiem… No cóż, to fakt, że jesteśmy ostatnio mocno zajęci, ale nie uważam żeby to był dobry moment na przekazywanie takich wieści.

Sobota- Niedziela

Pomimo, że impreza trwa nadal muszę się zbierać do domu, bo jutro kolejna impreza planowana w naszym ogrodzie. Mąż odbiera mnie i zawozi do domu. Pada i jeszcze trochę popada. A w domu pozostaje tylko dać dzieciom buzi i mieć nadzieję, że jutro będzie bez bólu głowy i z lepszą pogodą.

Popularity: 2% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

1 komentarz

Świąteczny czas (1)

Co prawda do Świąt Bożego Narodzenia jeszcze sporo czasu, ale dzisiaj w trakcie ostatniego spotkania Krasnoludków przyszedł Mikołaj. Przyniósł prezenty- albumy ze zdjęciami  dla każdego dziecka. Na zakończenie spotkania, gdy sędziwy starzec szykował się do wyjścia, Ewka podeszła do niego i powiedziała:

- No to teraz pokaż nam swoje renifery !!!!

Dobrze, że Mikołaj się spieszył do innych dzieci by rozwieść prezenty, bo pewno by się nie obyło bez oglądania zaprzęgu…..

Jak dobrze być dzieckiem :)

Popularity: 2% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (4)