Trzy do przodu, dwa do tyłu, czyli 5 lat emigracji
- Przemek, dzisiaj mija 5 lat jak mieszkasz w Australii, musisz być bardzo szczęśliwy z tego powodu…
- Muszę…
- Nie zabrzmiało to specjalnie optymistycznie. Czyżbyś nie był zadowolony ze swojego życia tutaj? Żałujesz tego wyjazdu na koniec świata?
- Przemek, nie żałuję tego i nigdy nie żałowałem. Zgadzam się z twierdzeniem, że bardziej będziemy żałowali tego czego nie spróbowaliśmy niż tego co zrobiliśmy. Jednak dzisiaj, po tych 5 latach mieszkania na Antypodach czuję się dziwnie, jakby wyrwany ze swojego miejsca. Starzy dobrzy znajomi już całkiem o mnie zapomnieli, a dla nowych nie jestem pewien czy cokolwiek znaczę.
- Chyba trochę przesadzasz, to normalne odczucia każdego emigranta. Żyjesz w społeczeństwie otwartym i wielokulturowym, wyrwałeś się z zaściankowej i ksenofobicznej Polski, możesz mieć przyjaciół każdej narodowości i o dowolnym kolorze skóry…
- To tylko z pozoru tak wygląda. Rzeczywiście żyją tutaj w zgodzie chyba wszystkie nacje świata, używające na co dzień więcej niż 100 różnych języków. Nikogo nie dziwi sąsiad Azjata, Hindus, Polak czy jakikolwiek inny.
To jest jedna strona medalu. Druga jest taka, że Australijczycy wydają mi się zimni. Na twarzach mają przyklejone wyuczone uśmiechy, ale zaprzyjaźnić się z nimi i bliżej ich poznać jest niezwykle trudno. Nie chcę oceniać i nie wiem czy wynika to z ich niechęci do obcych, czy racy po prostu są. Jednak po tych 5 latach nie mogę przypomnieć sobie nawet jednego Australijczyka, z którym bym się zaprzyjaźnił. Cieszę się, że mam tutaj ze sobą najbliższą rodzinę, bez niej chyba bym sam zbzikował.
- Może nie integrujemy się z nimi dostatecznie szybko? Adoptowałeś już sobie drużynę futbolową?
- Nie adoptowałem, nie potrafię się zachwycać tym sportem. Myślę, że masz rację. My żyjemy w swoim świecie, oni żyją w swoim. Dopiero nasze dzieci poczują się tutaj naprawdę u siebie.
- Musisz jednak przyznać, że żyje się tutaj wygodnie i bezpiecznie. Samochody ludzie zostawiają pod domami niezamknięte, pracy w bród (bezrobocie ok. 5%) i tyle przestrzeni dookoła, ludzie nie wchodzą sobie na głowy.
- Obawiam się Przemek, że Australia jest bardzo przereklamowana. Mówisz o bezpieczeństwie, a tymczasem jeśli sięgnąć do statystyk to okazuje się, że wskaźnik kradzieży samochodów należy tutaj do najwyższych na świecie, a z pewnością jest znacznie wyższy niż w Polsce. Również niskie bezrobocie wynika raczej z jego sposobu mierzenia (np. osoba pracująca tylko 1 godzinę w miesiącu nie jest już uznawana za bezrobotną!!!) niż ze stanu faktycznego. Bardzo wiele osób miesiącami szuka pracy, nawet na bardzo podstawowe stanowiska w rodzaju obsługi w kawiarni urządzane są konkursy, na które zgłasza się wiele osób szukających pracy i trudno się przebić przez konkurencję. A przestrzeń? Niby jej wiele, ale wszyscy uparli się mieszkać w jednym miejscu. Ceny domów są bardzo wysokie i należą do najmniej dostępnych na świecie. Nie wygląda to więc od środka aż tak różowo.
- I kto to mówi? Czy nie czasem osoba, która znalazła pracę po 2 dniach emigracji? Naprawdę aż tak tutaj źle?
- Nie jest źle. Mam jednak wrażenie, że o ile Polska w rzeczywistości jest w lepszym stanie niż lubią o tym mówić jej mieszkańcy to Australia jest odbierana w zbyt różowych barwach przez świat. Rzeczywistość na miejscu nie zawsze jest już tak piękna jak na reklamowych folderach.
Jednak faktycznie udało mi się bardzo szybko znaleźć pierwszą pracę. Po roku pobytu również Monika zaczęła szukać pracy w zawodzie i również znalazła ją szybko. Oboje do dzisiaj pracujemy w tych samych miejscach. Nie jest więc źle.
- Właśnie. Czyli nie jest jednak tak, że każdy emigrant musi zaczynać od zmywaka. Myślę, że niemała w tym zasługa dobrze wybranego miejsca.
- Masz rację, nasze początki nie były specjalnie trudne, szybko znaleziona praca pozwoliła od razu cieszyć się urokami kraju. Czasami zastanawiam się, że skoro ja, nie mający podobno prawa narzekać, wpadam w takie emigranckie dołki to jak muszą czuć się inni, którym wcale tak z górki od razu nie poszło? Często to jednak oni należą po latach do największych entuzjastów Australii. Może jest więc odwrotnie: trudności hartują?
Masz natomiast rację odnośnie Melbourne: to miasto łączy w sobie zalety kosmopolitycznej metropolii będącej dobrym miejscem do szukania zatrudnienia oraz jednego z najlepszych miejsc do życia, z łagodnym umiarkowanym klimatem, mnóstwem parków i terenów zielonych, położonym blisko zarówno morza jak i gór, dla każdego coś miłego. Jeśli miałbym wskazać na jakieś jednoznacznie pozytywne wrażenie z Australii to jest to niewątpliwie piękno krajobrazów i bliskość przyrody.
- Myślisz wciąż o powrocie do kraju?
- Tak, myślę. Jednak nie nadszedł jeszcze na to czas. Na razie zostajemy w Australii wciąż z nierozpakowanymi walizkami. Dużo nam wciąż zostało do zobaczenia w tym “kraju do góry nogami”.
* * *
dla czytelników, którzy wytrwali do tego miejsca kilka migawek z ostatniej niedzieli spędzonej na Rye Back Beach, kolejnej z plaż na Półwyspie Mornington niedaleko Melbourne, jednym z najpiękniejszych miejsc Australii.
Popularity: 64% [?]




