Wiktoria | Australia, Melbourne - dobre miejsce na wioskę

Blog Moniki i PrzemkaRSS wpisów RSS komentarzy

Wiktoria- archiwa kategorii

Ballarat: 1854 AD

Poranek w Sovereign Hill przywitał nas chłodny i pochmurny. Jednak na pogodę nie wypadało narzekać: był to jeden z nielicznych w tej zimy dni gdy w Ballarat nie padał deszcz. Tegoroczna deszczowa zima przyjmowana jest przez wiktorian z radością, a przez mieszkańców miast położonych w głębi lądu australijskiego (jak właśnie Ballarat) z radością szczególną: zakończyła się kilkuletnia susza, a na pola złotonośne spadło najwięcej deszczu od 33 lat!

Poranek jest jednak cichy, na ulicach pustki. Nawet jak na Australię o godzinie 9 rano w niedzielę jest tutaj za cicho:

Sovereign Hill, Ballarat, Wiktoria

Wszystko zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki o 10-tej. O tej bowiem godzinie otwierana jest kasa biletowa skansenu Sovereign Hill i na uliczki zabytkowego miasteczka wlewa się tłum turystów oraz robiących atmosferę statystów.

Sovereign Hill, Ballarat, Wiktoria

Sovereign Hill, Ballarat, Wiktoria

Sovereign Hill, Ballarat, Wiktoria

starsi panowie dwaj

Czytaj dalej »

Popularity: 5% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (3)

Burke i Wills: 150 lat od wielkiej wyprawy

W niedzielę 20 sierpnia 1860 roku (czyli dokładnie 150 lat temu) w melburneńskim Royal Parku od samego rana gromadziły się wielkie tłumy. Gapie otoczyli kołem grupę namiotów, przy których krzątała się grupka ludzi. Jednak największą atrakcją dla widzów były specjalnie sprowadzone z Indii wielbłądy (jeden z nich się urwał i wywołał panikę w tłumie) oraz opiekujący się zwierzętami Sipajowie. Nie brakło wśród widzów również dziennikarzy z lokalnych gazet The Argus oraz  The Age, a także miejskich oficjeli, którzy przygotowali rzecz oczywista na tę okazję okolicznościowe przemówienia.

Na ten dzień zaplanowano bowiem start Wielkiej Wyprawy, stawiającej sobie za cel przebycie po raz pierwszy kontynentu australijskiego z południa na północ. Wyprawy, która w zamierzeniach miała potwierdzić prymat Kolonii Wiktoria nad innymi brytyjskimi koloniami w Australii i wymazać z map wielką białą plamę, istniejącą wciąż w sercu kontynentu australijskiego.

Pomnik na miejscu startu wyprawy Burke'a i Willsa
Royal Park, Melbourne.
Ten pomnik stoi w miejscu skąd wyruszyła ekspedycja Burke’a.

20 sierpnia, na początku wyprawy wszyscy byli dobrej myśli. Kierownik ekspedycji, z pochodzenia Irlandczyk, Robert O’Hara Burke w swoim przemówieniu podziękował za wsparcie rządowi Wiktorii oraz Komitetowi Badawczemu (organizatorowi wyprawy) za zrobienie wszystkiego co było w ich mocy. Teraz, według jego słów, sami podróżnicy muszą pokazać na co ich stać.

W końcu cierpliwość widzów została nagrodzona i wyprawa ruszyła o godz. 16-tej (z 4 godzinnym opóźnieniem) wzdłuż Mount Alexander Road w kierunku Essendon, odprowadzana przez wiwatujący tłum i dźwięki orkiestry. Z 19 członków wyprawy aż 7 (w tym Burke i Wills) oglądało Melbourne po raz ostatni.

Burke i Wills na równinie Terrick Terrick
Ekspedycja Burke’a i Wills’a na równinie Terrick Terrick (niedaleko Bendigo, Wiktoria)
Ludwik Becker, 1860. (c) zdjęcie pochodzi ze strony Biblioteki Stanowej Wiktorii.

Widok karawany musiał być imponujący: 25 dromaderów, 23 konie i 6 wozów wiozących łącznie 20 ton ładunku z zapasami żywności na 2 lata!!! Czego tam nie było: dębowy stół z dwoma krzesłami, rakiety sygnalizacyjne, chiński gong do sygnalizowania swojej pozycji w czasie mgły, 6 ton drewna na opał, rum dla wielbłądów (sic!)… Pełną listę ładunkową można obejrzeć tutaj. Większość niepotrzebnego sprzętu Burke musiał porzucić po drodze…

Zanim prześledzimy dalsze losy ekspedycji przyjrzyjmy się bliżej okolicznościom w jakich została zorganizowana.

Czytaj dalej »

Popularity: 14% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (4)

Niedziela na Baw Baw

Dzisiejsza notka wcale nie powinna powstać.

Po pierwsze te jednodniowe wypady na śnieg opisywaliśmy już wielokrotnie, chyba jakaś rutyna i nuda zaczyna się wkradać na bloga.

Po drugie czytam od pewnego czasu pewne szacowne forum fotograficzne, na którym fotoamatorzy wymieniają się opiniami na temat zdjęć. Czytam, czytam, analizuję i potem spoglądam na swoje zdjęcia z niedzieli i co widzę? Niebo przepalone i zmarnowane, podłoga do kitu, kolory do bani… Uczciwie mówiąc nie powinienem tych zdjęć tutaj zamieszczać. Ale innych nie mam, a notkę jakoś sklecić trzeba.

Na jednodniowy wypad “na śnieg” można w Melbourne wybrać jedną z 3 opcji:

  • 2h jazdy do Lake Mountain w Yarra Ranges (1482 m n.p.m) – tylko saneczki lub narty terenowe
  • 2,5h jazdy do Mount Baw Baw w Masywie Baw Baw (1567 m n.p.m.) – najbliższy resort ze stokami alpejskimi
  • 3,5h jazdy do Mount Buller w Alpach Australijskich (1805 m n.p.m.) – największy resort narciarski w Australii i dużo pewniejsze warunki śniegowe (ze względu na wysokość).

Ośrodków narciarskich w Australii jest oczywiście więcej, ale pozostałe wymagają zrobienia trochę dłuższej trasy, więc wybierane są przez tych, którzy zamierzają spędzić w górach więcej niż kilka godzin.

Więcej informacji nt. ośrodków narciarstwa w Australii na stronie www.ski.com.au.

Niezła pokrywa śnieżna spowodowała iż nasz wybór w tym roku padł na górę Baw Baw, położoną w zachodnim Gippsland. Bardzo lubię Baw Baw, szczególnie z powodu kapitalnych widoków jakie rozpościerają się z trasy. Nie inaczej było tym razem. Gdy wjechaliśmy pod górkę to myślałem początkowo, że to białe na dole to jest śnieg.

Chmury w dole. Droga do Mount Baw Baw, Wiktoria, Australia

Dopiero przyjrzenie się bliżej wyprowadziło nas z błędu. Zwyczajnie wyjechaliśmy ponad chmury.

Chmury w dole. Droga do Mount Baw Baw, Wiktoria, Australia

Droga na szczyt Baw Baw jest długa i kręta. Większość trasy pokonuje się krętymi górskimi serpentynami. Jednak na końcu można zobaczyć, że warto było, bo jest prawdziwy śnieg, którego w Melbourne nie uświadczysz:

Czytaj dalej »

Popularity: 28% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (7)

Steiglitz: miasto widmo

Gorączka złota w Wiktorii zaczęła się w lipcu 1851 w Warrandyte (obecnie przedmieście Melbourne), dosłownie kilka tygodni po uniezależnieniu się od “centrali” z Sydney. W krótkim czasie odkryto kolejne pola złotonośne w Ballarat, Beechworth i Bendigo, a historia Australii dokonała gwałtownego zwrotu.

Mało znanym faktem jest, że prawdziwym odkrywcą złota w Australii jest… Polak. Sir Paweł Edmund Strzelecki znalazł złoto w Górach Błękitnych koło Sydney w 1839 roku (jeszcze przed odkryciem Góry Kościuszki, a całe 12 lat przed początkiem gorączki w Wiktorii). Ówczesny gubernator Nowej Południowej Walii, Jerzy Gipps z jakiegoś powodu bał się rozpętania gorączki złota i poprosił Polaka o zatajenie swojego okrycia.

Oprócz wyżej wymienionych największych miast w regionie powstało mnóstwo mniejszych miejscowości. Jedną z ciekawszych, a przy tym najmniej znanych jest położone jedyne 90 km na zachód od Melbourne Steiglitz.

Już od dawna zamierzałem odwiedzić to “miasteczko”. Udało się to w końcu w ostatni weekend, w Urodziny Królowej.

Steiglitz w szczytowym okresie swojego rozwoju liczyło około 2500 mieszkańców. W mieście działało 6 hoteli, piekarnia, 2 kościoły oraz wydawano lokalną gazetę. Jedynym powodem istnienia miasta było złoto. Szybko okazało się, że zasoby złota na powierzchni są niewielkie i żeby zarobić trzeba kopać głębokie szyby. Robiono to ze zmiennym szczęściem przez kolejne kilkadziesiąt lat. Jednak i te złoża powoli się kończyły i ostatnią kopalnię złota zamknięto w 1941 r.

Mieszkańcy stopniowo opuszczali miasto i dzisiaj Steiglitz jest miastem widmem, zamieszkanym na stałe przez zaledwie kilka osób, z których część przyjeżdża tu tylko na weekend.

Steiglitz jest ostatnią miejscowością w Wiktorii nie podłączoną wciąż do prądu!!!

Warto przyjechać i obejrzeć co pozostało z kiedyś tętniącego życiem miejsca. Wiele opuszczonych domów niestety z czasem rozebrano, po niektórych pozostały jedynie niewielkie ślady. Część została jednak zachowana w stanie nienaruszonym. Wycieczkę do Steiglitz można połączyć ze spacerem po pobliskim parku narodowym Brisbane Ranges, na którego szlakach mija się mnóstwo starych szybów kopalnianych.

Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie zrobił przy okazji kilku zdjęć. Zapraszam na fotospacer po zimowym i zachmurzonym Steiglitz:

Steiglitz, Wiktoria, court house

W tym miejscu stała piekarnia “Hood’s Bakery”. Zostały z niej 2 stopnie schodów.
W tle najlepiej zachowany budynek w Steiglitz: siedziba sądu.

Steiglitz, Wiktoria, court house

Budynek sądu. W niedziele bywa otwarty dla zwiedzających.
Niestety w poniedziałek urodzin Królowej był zamknięty za cztery spusty.

Steiglitz, Wiktoria, opuszczony kościół katolicki

Opuszczony katolicki kościół św. Jana.
Obok na starym cmentarzu widać grób górnika, który zginął w wypadku na kopalni w 1857 r.

Czytaj dalej »

Popularity: 25% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (10)

Sherbrooke Forest – Góry Dandenong

Do poprzedniej notki (o jesieni) należy się krótki komentarz. Brytyjczykom, kolonizującym od 1788 roku Australię, nowy kontynent raczej się nie podobał. Chcieli mieć drugą Anglię, a nie pustynie i eukaliptusy. Przez pierwsze 150 lat kolonizacji zdecydowanie dominowała tendencja tworzenia parków jakby żywcem przeniesionych z Brytanii. Takim właśnie parkiem jest opisany poprzednio Alfred Nicholas Gardens. Park, założony przez twórcę australijskiej podróbki aspiryny, powstał w latach 30-tych XX w.  Nawet nazwą nawiązywał do dalekiej ojczyzny (Burnham Beeches), a nasiona i sadzonki przywieziono prosto z Londynu.

Park dzisiaj cieszy oko kolorami jesieni, przeniesionej trochę sztucznie na grunt australijski. Podobnie zresztą wygląda spora część samego Melbourne, o czym przekonacie się w kolejnych notkach.

Dzisiaj jednak pokażę kawałek prawdziwej australijskiej jesieni, która jest tutaj porą zwiększonej aktywności życia. Upały już nie dokuczają, wilgoci w powietrzu i glebie też zdecydowanie więcej niż latem. Las deszczowy strefy umiarkowanej nie przestaje być zielony, a gigantyczne eukaliptusy mountain ash (niższe tylko od kalifornijskiej sekwoi) cieszą oko bardziej niż gołe gałęzie buków. Poniższe zdjęcia zrobiono tuż obok parku Alfreda Nicholasa.

Zapraszam na kilka migawek z Sherbrooke Forest.

Sherbrooke Forest Czytaj dalej »

Popularity: 23% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Brak komentarzy

Złota australijska jesień

Jesień w ogrodach Alfred Nicholas Gardens położonych w Górach Dandenong, Sherbrooke, na południowo-wschodnich rubieżach Melbourne. Zdjęcia zrobione wczoraj. Dzień był słoneczny, temp. ok. 18 st.C (tyle było w mieście, bo w górach niewiele ponad 10 st.).

Alfred Nicholas Gardens

Czytaj dalej »

Popularity: 27% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (6)

« Wcześniejsze wpisy