Nowa Zelandia | Australia, Melbourne - dobre miejsce na wioskę

Blog Moniki i PrzemkaRSS wpisów RSS komentarzy

Nowa Zelandia- archiwa kategorii

Galeria zdjęć z Nowej Zelandii

To już ostatnia notka na temat minionych wakacji. W planach już kolejne, więc należy przeszłość odłożyć do lamusa. Poniżej i w linku z lewej strony dostępna jest galeria zdjęć z Nowej Zelandii z krótkimi opisami. Obejrzałem sobie je ponownie i stwierdzam, że Wyspa Północna (bo na niej tylko byliśmy) jest piękna.

Miłego oglądania. Przewija się strzałką pod zdjęciem. Czytaj dalej »

Popularity: 19% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Brak komentarzy

Auckland

Gdybym przypadkowo znalazł się na przedmieściu Auckland i miał powiedzieć czy to: a) Auckland, b) Sydney, c) Melbourne, to wątpię czy bym podał od razu prawidłową odpowiedź. Największe miasto Nowej Zelandii bardzo przypomina australijskie stolice i z pewnością Ozi nie czują się tam zagranicą.
Małe i ładne centrum biurowe (City) i setki otaczających dzielnic mieszkalnych, złożonych z jednorodzinnych domków.

Za to panorama miasta jest bardzo charakterystyczna:

panorama Auckland, Nowa Zelandia

Swoim położeniem nad zatoką-portem Auckland przypomina młodszego brata Sydney. Gdyby zamiast portowych żurawi postawić coś podobnego do Opery to ho-ho! Klimatem jest podobno bardziej zbliżone do Melbourne i też się chwali, że może mieć 4 pory roku jednego dnia.

Jedna rzecz jest całkiem inna niż w Australii: Auckland zbudowano na wulkanach (w imponującej liczbie 50 sztuk) i geolodzy twierdzą, że wcale nie wygasłych. Ostatnia erupcja miała miejsce 600 lat temu, a podobno średnio wybucha coś co 1000 lat. Kiedy znów coś wybuchnie i z jaką siłą? Nikt tego nie wie, coś jak rosyjska ruletka.

Auckland było ostatnim przystankiem w naszej podróży po Nowej Zelandii. Pewnie wybierzemy się tam jeszcze kiedyś, ale tym razem na Wyspę Południową. Obiecuję, że przygotuję jeszcze osobną galerię zdjęć z Nowej Zelandii, z obrazkami trochę większymi niż te tutaj załączone. Czytaj dalej »

Popularity: 14% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (8)

Maori

Z punktu widzenia współczesnej kultury (anglosaskiej) Nowa Zelandia nie różni się od Australii więcej niż np. Wiktoria od Queensland (to moje zdanie). Jeśli jednak spojrzeć na kulturę pierwotnych mieszkańców to oba kraje dzieli przepaść.

Początki wypraw Europejczyków do obu krajów były nawet podobne: uznano je za niezdatne do zamieszkania. O ile jednak Australia wydała się krajem pustynnym, a Aborygenów potraktowano jako część lokalnej fauny to Nowa Zelandia przywitała przybyszów wręcz bojowo.

Maorys, Whakarewarewa, Rotorua

Pierwsza dotarła w XVII w. holenderska wyprawa Abla Tasmana, przez przypadek przywiana przez wiatr. Nikt z załogi nie postawił nawet nogi na wyspach, bo Maorysi zaatakowali próbujące lądować łodzie i zabili czterech marynarzy Tasmana. Ten wiele nie myśląc zwinął żagle i odpłynął sądząc, że był właśnie u wybrzeży Ameryki.

Lepiej powiodło się ponad 100 lat później Jamesowi Cook’owi, który wylądował na Nowej Zelandii i nawet podobno zatknął gdzie trzeba brytyjską flagę. Również jemu przytrafiła się jednak potyczka z Maorysami, po której kilku marynarzy zostało… zjedzonych przez tubylców. Zresztą sam Cook też został wkrótce zjedzony przez krewniaków Maorysów na Hawajach.

Maorysi uchodzą za lud, który stawił kolonizatorom brytyjskim najsilniejszy opór. Kto wie jak potoczyłaby się ich historia gdyby nie fakt, że Czytaj dalej »

Popularity: 21% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (4)

Rotorua – opowieść ze smrodkiem

Każdy zwiedzający Wyspę Północną (czyli jesteśmy znów w Nowej Zelandii) przyjeżdża do Rotorua. Każdy też przeczyta gdzieś, że w Rotorua śmierdzi siarką. Kłamstwo! Nie śmierdzi siarką tylko siarkowodorem, czyli czymś zbliżonym do zgniłego jaja albo jadowitego bąka (przy czym nie mam na myśli owada). Intensywność zapachu zależy oczywiście od siły i kierunku wiatrów, ale spokojnie można przyjąć, że czuć jest ten smród w całym mieście oraz na terenach aktywnych gejzerów w pobliżu miasta.
Czy da się do tego przyzwyczaić? Być może tak, my jednak nie mieliśmy tej szansy, bo spędziliśmy tam tylko 3 dni. Mój kolega z pracy, który mieszkał w Rotorua kilka lat twierdził jednak, że on u siebie w domu tego zapachu nie czuł. Albo stracił węch albo się naprawdę przyzwyczaił.

Za to na terenie Holiday Parku, w którym mieszkaliśmy, były baseny z podgrzewaną wodą. Najcieplejsze miały mieć ok. +40 st. C, ale chyba było więcej… po paru minutach siedzenia w gorącej wodzie zaczynało nam się robić słabo.

Tak czy inaczej warto do Rotorua przyjechać z kilku powodów. Pierwszym są oczywiście gejzery. Poniżej (i w kolejnych notkach) fotograficzny przegląd miejsc aktywnych geotermalnie jakie zobaczyliśmy w ciągu tych 3 dni.

Rotorua, Nowa Zelandia, Kuirau Park

Kuirau Park, blisko centrum Rotorua.
Jedyne miejsce, gdzie zjawiska geotermalne można pooglądać za darmo. Pełno bulgocących bajorek z błotem i parujących jezior.

Czytaj dalej »

Popularity: 14% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (5)

Kiwi

Wszystko zaczyna się od tego, że pani kiwi, współpracując z panem kiwi, znosi jajo. Pan kiwi jest bardzo potrzebny, nie tylko w celu “wyprodukowania” właściwego jaja, ale również potem. Jajo jest bowiem duże, w stosunku do rozmiarów mamy waży ok. 25% jej masy ciała. Przekładając na warunki ludzkie to pani kiwi znosi jajo tak wielkie, jakby kobieta miała urodzić 4 letnie dziecko…

Pani kiwi po zniesieniu takiego jaja jest wycieńczona (trudno się dziwić) i opiekę nad jajem przejmuje samiec. Pan kiwi dzielnie wysiaduje jajo i go broni przez ok. 50 dni. W tym czasie samica dochodzi powoli do siebie i staje się gotowa do zniesienia kolejnego jaja, którym znów zajmie się samiec.

Stare jajo zostaje w tym momencie bez opieki przez kilkadziesiąt dni. Potem z jaja wylęga się malutkie kiwi, które jeszcze przez kilka miesięcy nie będzie umiało samo przetrwać.

Skąd taki ewenement natury? Otóż w Nowej Zelandii do czasu przybycia białych ludzi prawie nie było naziemnych ssaków (a przed przybyciem Maorysów kilkaset lat wcześniej nie było ich w ogóle) i kiwi nie miały problemu z drapieżnikami. Biali przywieźli ze sobą całą gamę zwierząt, którym smakują jaja kiwi. Najgroźniejsza jest podobno łasica.

Zanim małe kiwi dorośnie do 1 roku to jego szanse na przeżycie wynoszą 5%.

*   *   *

W Nowej Zelandii prowadzi się więc program mający na celu zwiększenie szans na przetrwanie zagrożonego symbolu narodowego. Ptaszkom wszczepia się pod skórę chipy i potem ogląda się na ekranie komputera poszczególne osobniki wyposażone w odbiorniki systemu GPS. Jeśli przez dłuższy czas punkcik się nie rusza to znaczy, że samiec wysiaduje jajo.

Pod koniec 50 dniowego okresu inkubacji człowiek zakrada się do gniazda kiwi (pod nieobecność samca) i podbiera jajo. Samiec wracając do gniazda wyczuwa zapach człowieka i nie próbuje wcale ratować jaja, tylko zwyczajnie daje nogę, spisując jajo na straty.

Tymczasem jajo trafia do wylęgarni. Kładzione jest na specjalnym inkubatorze, który kołysze jajem i przewraca je od czasu do czasu na inny bok, tak aby pisklę miało warunki najbardziej zbliżone do naturalnych i wykluło się bez deformacji.

W tych warunkach po pewnym czasie z jaja wykluwa się pisklę. Żeby sprawdzić czy to dziewczynka czy chłopczyk to robi mu się badanie DNA (sic!). Na zewnątrz nic bowiem nie widać.

Takie pisklę trzyma się z dala od ludzi w specjalnej zagrodzie, próbując stworzyć mu warunki najbardziej zbliżone do naturalnych. Jedynie światło stosuje się sztuczne i odwraca dzień z nocą po to, żeby ludzie zwiedzający “kiwi-zoo” mogli w ogóle zobaczyć ptaszka aktywnego wyłącznie nocą.

Kiedy pisklę kończy 6 miesięcy to wypuszcza się je na wolność, dokładnie w tym miejscu skąd zabrano jajo. Taki pisklak (z wszczepionym chipem) ma już 75% szans na dożycie wieku sędziwego, który u kiwi wynosi nawet 40-50 lat. Dorosłe kiwi jest bowiem dość agresywne, ma ostre pazury i drapieżnikowi wcale nie jest łatwo się do niego dobrać.

Jakie są szanse spotkania kiwi na wolności w Nowej Zelandii? Praktycznie zerowe. Kiwi ukrywa się przed człowiekiem na długo zanim ten zdąży je zauważyć. Znaki drogowe “Uwaga kiwi!” są stawiane mocno na wyrost i służą głównie jako atrakcja turystyczna.

*   *   *

Tego wszystkiego (i jeszcze więcej) można dowiedzieć się wybierając się na “Kiwi Encounter” w Rotorua, gdzie przewodniczka za jedyne $27.50 oprowadzi chętnych i opowie z prawdziwą pasją o swoich pupilach, dalekich kuzynach australijskiego emu. Polecam.

Kiwi, którego spotkaliśmy w Auckland. Dobry przyjaciel Ewy, postanowił polecieć z nią do Australii

Popularity: 16% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (4)

1886 AD: Mount Tarawera

Gorąca woda geotermalna wypływała z gejzerów w pobliżu Lake Rotomahana, niedaleko Rotorua. Spływała kaskadami w dół wzgórza, tworząc kolorowe baseny, nazywane “Różowymi i Białymi Tarasami” z powodu koloru osadów naniesionych przez wody geotermalne. Białe Tarasy obejmowały ok. 3 hektarów, a różnica poziomów wynosiła ok. 30m. Woda była bardzo gorąca, co nie zachęcało do kąpieli. Inaczej było z Różowymi Tarasami, które były bardzo popularnym miejscem do kąpieli.

Białe Tarasy

Pomimo wielkiego geograficznego oddalenia od reszty świata Różowe i Białe Tarasy zdobyły wielką sławę. Uznawane były za największą atrakcję Nowej Zelandii i za jednego z kandydatów do tytułu “ósmego cudu świata”.

Różowe Tarasy

Różowe Tarasy

Zniknęły z powierzchni Ziemi jednego dnia, 10 czerwca 1886 r. w czasie niespodziewanej erupcji wulkanu Mount Tarawera. Razem z tarasami pogrzebanych zostało kilka wiosek i zginęło ok. 120 osób (głównie Maorysów, ale i kilkoro białych), które nie zdążyły się ewakuować, gdyż erupcja nastąpiła bez żadnego ostrzeżenia o godzinie 3 w nocy. Na miejscu tarasów jest dzisiaj jezioro.

Powyższe obrazki namalowane zostały w roku 1884. Dzięki nim możemy mieć dzisiaj pojęcie jak wyglądały tarasy. Obrazki zaczerpnąłem z Wikipedii, nie są już objęte prawami autorskimi.

Popularity: 15% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (3)

« Wcześniejsze wpisy