Podróże | Australia, Melbourne - dobre miejsce na wioskę

Blog Moniki i PrzemkaRSS wpisów RSS komentarzy

Podróże- archiwa kategorii

Wakacje w Australii (1). Zanim wylądujesz.

Samemu czy przez biuro podróży?

Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Jedni są zwolennikami wakacji, na których nie muszą się martwić o kolejny nocleg czy posiłek. Inni znów w samodzielnym załatwianiu wszystkiego widzą cały „smaczek” podróżowania. My należymy do tej ostatniej grupy. W przypadku Australii napisać jedynie należy, że jest to kraj na tyle przyjazny, że samodzielne podróżowanie nie powinno sprawić nikomu nadmiernej trudności. Nie mówiąc o tym, że…

Czytaj dalej »

Popularity: 21% [?]

Komentarze (6)

Jaki ten świat mały

Siedzimy sobie z Moniką przy stoliku w ogródku barcelońskiej restauracji. Obiad zjedzony, brzuchy pełne, sprawdzamy jeszcze smak piwa San Miguel…

Obok nas siedzi samotny facet po 40-tce, też już skończył obiad. W pewnej chwili facet zagaduje do nas pytaniem skąd jesteśmy.

- Z Polski - odpowiadam.
-To świetnie
– mówi tamten - ja jestem z Australii.

Od słowa do słowa opowiadamy mu o tym, że wprawdzie jesteśmy z Polski, ale mieszkamy teraz w Melbourne. On nam opowiada o tym, że wychował się w Caulfield, a mieszkał długi czas na St Kildzie (czyli w Melbourne). Teraz jednak przeprowadził się do Brisbane, bo tam go wysłała firma.

W tej chwili jeździ sobie wakacyjnie po Europie, podziwia, że Hiszpanie (dobrze, że Katalończycy tego nie słyszą!) mówią czasami po angielsku, bo był niedawno we Francji, a tam ni w ząb. On sam oczywiście żadnego języka poza angielskim nie zna.

Opowiada nam po chwili o tym jak poznał Polaków w Melbourne… Posłuchajcie… Czytaj dalej »

Popularity: 10% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (10)

Barcelona (3) – Gaudi

Jest w tym coś ponadczasowego. Już budowa świątyni Heroda, trwająca 46 lat, wydaje nam się długa.
Warszawskie metro, niemalże symbol wiecznej budowy, powstaje dopiero od raptem 26 lat…

Kościół Sagrada Familia w Barcelonie budowany jest już od 127 lat i końca nie widać…

barcelona_sagrada1

Tak to wygląda okiem aparatu turysty-szaraczka. Fotografie z pocztówek robione są chyba przez jakichś magików, bo nie ma na nich dźwigów ;) .

Sama “nieskończoność” tej budowy jest już jakąś atrakcją turystyczną. Nie wynika ona przy tym z jakiejś specjalnej opieszałości budowniczych. Antoni Gaudi zaprojektował bowiem budynek “organiczny”, wzorowany na naturze, gdzie żadne 2 elementy nie są jednakowe (chociaż jak wiemy z polskiego podwórka natura lubi robić wyjątki).

Kamień węgielny pod budowę świątyni wmurowano w roku 1882. Rok później budowę przejął Gaudi i zmienił pierwotny projekt całkowicie. Już w założeniach Gaudiego budowa miała trwać długo, nawet kilkaset lat. Architekt wiedział, że nie on będzie kończył budowę. Starał się więc ukończyć pierwszą fasadę, aby dawała ona kolejnym twórcom wyobrażenie o rozmachu pierwotnej koncepcji.

Gaudi zginął pod kołami tramwaju w 1926 roku i nie doczekał już wydarzeń, które były jakby spełnieniem jego przewidywań: w 1936 r. wybuchła w Hiszpanii wojna domowa i nawiedzeni rewolucjoniści spalili warsztat Gaudiego razem z dokumentacją i projektami…

Czytaj dalej »

Popularity: 12% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Brak komentarzy

Barcelona (2) – spacerem przez miasto

Jak łatwo się domyślić z poprzedniego wpisu odwiedziliśmy podczas pobytu w Europie nie tylko Anglię i Polskę, ale również zapragnęliśmy gdzieś wyskoczyć bez dzieci. Skoro już jesteśmy w tej naszej kompaktowej Europie – myśleliśmy – to zróbmy wypad z Polski w jakieś ładne miejsce tanimi liniami, tu wszędzie jest rzut beretem.

W praktyce możliwości są dość ograniczone: albo linie nie są wcale aż tak tanie, albo latają z odległych lotnisk (nam odpowiadał tylko Poznań), a większość lotów obiera za kierunek Wyspy Brytyjskie, z których dopiero co przylecieliśmy. Drogą eliminacji opcji niepraktycznych została nam Barcelona.

Wypad samolotem w kompaktowej Europie z Konina do Barcelony nie jest wcale aż tak szybki: pociąg do Poznania (1.5h), autobus na lotnisko (15min), samolot RyanAir (2h). Lotnisko oczywiście wcale nie jest w Barcelonie, tylko w Gironie tj. ok. 100km na północ od Barcelony. Komunikację zapewniają autobusy (12€ w jedną stronę na osobę), którym dojazd zajmuje 90 minut. Podsumowując: podróż trwała praktycznie cały dzień!

Do hoteliku w samym sercu miasta dotarliśmy ok. godz. 21:00. Początek był bardzo dobry, bo o dziwo okno naszego pokoiku nie wychodziło ani na mur ani na śmietnik, ale na wąską uliczkę barcelońskiego “gotyckiego miasta”. Inna sprawa, że okno zamiast szyby miało drzwi…

Tego dnia nie mieliśmy już jednak siły na nic więcej niż krótki spacer. Na obchód stolicy Katalonii wybraliśmy się z samego rana.

barc-gesi1

Dosłownie kilka uliczek od naszego hotelu stała barcelońska katedra (nie mylić z kościołem Sagrada Familia, który katedrą nie jest). Patronką katedry jest św. Eulalia, która wg tradycji została w Barcelonie zamordowana przez Rzymian w czasie prześladowań chrześcijan w IV w. Przed katedrą znajduje się mały dziedziniec z kilkoma palmami i gromadką gęsi. Gęsi jest podobno zawsze 13 i symbolizują one ilość lat życia św. Eulalii. Legenda głosi, że obecne dzisiaj na dziedzińcu katedry gęsi pochodzą w prostej linii od starożytnych gęsi rzymskich…

Czytaj dalej »

Popularity: 18% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (3)

UK- wg dzieci

Dzieciom najbardziej w UK podobał się Legoland. Jest to prawdziwy raj dla maluchów i nie tylko. Co prawda po pierwszej grze symulacyjnej wyścigowej wyszliśmy przez niewłaściwe drzwi razem z inną rodziną, która szybko zniknęła nam z oczu. Nam natomiast zajęło dobry kwadrans znalezienie drogi z powrotem na teren Legolandu, jako że wyjście okazało się awaryjnym i prowadziło poza teren parku. Pan z obsługi był bardzo zdziwiony naszym zagubieniem, ale wskazał nam przejście służbowe do tego dziecięcego raju. Ewka tego dnia była przeziębiona, ale nie przeszkadzało w to w jazdach w żadnym wypadku. Co prawda na koniec tata musiał ją nieść na barana, bo opadła z sił. Wizyta w Legolandzie rozbudowała w nich pomysły co robić z klocków. I po wizycie w UK powstają mosty, lwy i jeszcze inne stwory.
W zamku królewskim najbardziej podobał się kot spotkany niedaleko domku służby. Dzieci uznały go za królewskiego i dostał iście królewskie głaskanie od moich pociech.
W UK najbardziej dziwiła ich ilość Polaków, jaką spotykało się na ulicach Londynu i nie tylko. Na lotnisku w czasie wylotu pytali mnie się z kim będę rozmawiać w czasie lotu bo mam tyle osób do wyboru. Tylko młoda co dopiero świeżo upieczona po studiach dziennikarka odezwała się do nich, reszta udawała, że nie słyszy.
Ps. Moje wrażenia kiedy indziej :)

Popularity: 5% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Brak komentarzy

Barcelona (1) – św. Antoni, patron turystów

Barcelońska katedra, 17 czerwca 2009 r. przed południem.

Spacerujemy z Moniką wśród tłumu turystów i podziwiamy kolejne kaplice. Przy jednej z nich Monika się zatrzymuje, wysupłuje jakiegoś euro-drobniaka i wrzuca do skarbonki. Podchodzę bliżej zaciekawiony i patrzę na tabliczkę: “kaplica św. Antoniego”.

- Coś zgubiłaś, że się wstawiasz do Antoniego? – pytam
- Nic nie zgubiłam, ale nigdy nic nie wiadomo, wrzuciłam na wszelki wypadek – odpowiada najlepsza z żon.

*   *   *

Barcelona, stacja metra Lesseps, 18 czerwca 2009 r, około południa.

Niosę ze sobą mały plecak (na plecach), za mną idzie Monika (ubezpiecza w ten sposób plecak). W lewej kieszeni spodni mam portfel. Na schodach wyjazdowych ze stacji staje obok mnie chłopak, na oko 20-latek, Murzyn. Tuż przed końcem schodów Murzynowi nagle wypada z ręki pęk kluczy, prosto pod moje nogi. On próbuje je nieporadnie podnieść, zatrzymując przy tym kolejne osoby jadące schodami i powodując, że wszyscy po kolei wpadają na siebie…

Właściwie to nie wiem dlaczego nie schyliłem się po te klucze. W następnej sekundzie czułem już rękę drugiego chłopaka (białego tym razem) próbującą wyciągnąć portfel z mojej kieszeni. Uratowało nas to, że się nie schyliłem i to że kieszeń była dość głęboka, przez co złodziejaszek zadanie miał niełatwe.

Cała akcja trwała raptem kilka sekund. Jak tylko obaj zorientowali się, że portfel siedzi głęboko i nie daje się wyjąć to wycofali się na z góry upatrzone pozycje i tyle ich widzieliśmy.

*   *   *

Barcelona, stacja metra Jaume I, tego samego dnia późnym popołudniem.

Znów schody wyjściowe z metra. Przypadkowemu turyście ktoś “niechcący” polewa spodnie sokiem. Winowajca od razu przeprasza, wyciąga chusteczkę i chce pomóc wytrzeć zabrudzenie. Oblany turysta schyla się do zabrudzonej nogawki i w tej samej chwili drugi przechodzień sięga do jego kieszeni, wyciąga portfel i w długą. Po paru sekundach już  nie widać ani jego ani portfela. Drugi raz tego samego dnia jesteśmy świadkami akcji kieszonkowców w Barcelonie. Dodam, że dla mnie to pierwsze tego typu doświadczenia.

*   *   *

Nie wiem ilu turystów wrzuca pieniążka do skarbonki, ale kieszonkowcy są plagą w Barcelonie i często im się udaje ujść z łupem. Barcelońskie restauracje nie chcą przyjmować kart kredytowych jeśli ich właściciel nie pokaże dokumentu tożsamości, na którym zarówno nazwisko będzie zbieżne z tym z karty, jak i zdjęcie z facjatą klienta.

*   *   *

Myślę, że ten drugi okradziony turysta nie wrzucił jałmużny św. Antoniemu w katedrze ;-) .

Popularity: 11% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (5)

« Wcześniejsze wpisy