Imigracja | Australia, Melbourne - dobre miejsce na wioskę

Blog Moniki i PrzemkaRSS wpisów RSS komentarzy

Imigracja- archiwa kategorii

Zawody poszukiwane w Australii

Niedawno pisałem o tym, że zmieniane będą zasady emigracji wykwalifikowanej do Australii. Po ciężkich bólach i z opóźnieniem ministerstwo opublikowało dzisiaj nową listę zawodów poszukiwanych (skilled occupations list), jaka obowiązywać ma od 1 lipca 2010 r. Wcześniej zaś wstrzymano przyjmowanie podań emigracyjnych aż do 1 lipca… Jeśli ktoś chce więc emigrować to musi się szukać już na nowej liście (szczegóły tutaj).

Listę zawodów ograniczono z 400 do 180. Z pobieżnego przejrzenia wygląda, że faktycznie zniknęli kucharz i fryzjer. Nie widzę też grafików komputerowych i nauczycieli szkoły podstawowej. Widzę za to księgowych, całe spektrum inżynierów, informatyków, lekarzy i pielęgniarek. Widzę też mechaników samochodowych, murarzy, stolarzy i elektryków. To jest moim zdaniem ukłon w kierunku pożądanej wciąż imigracji z UK i nowa piękna furtka dla “emigracji przez edukację“.

Jako pozytyw należy zaliczyć uproszczenie procedury, bo nowa lista SOL ma być jedyną obowiązującą (znikną listy MODL i CSL). Nie znamy wciąż szczegółów nowego systemu punktowego, więc ci, którzy się znaleźli na nowej liście mogą jeszcze poczekać z okazywaniem radości… Proszę śledzić kolejne informacje na stronie IMMI.

Popularity: 41% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (6)

Studia w Australii drogą do emigracji?

Pytanie z naszej skrzynki:

– Czytałam ostatni artykuł opublikowany na stronie na temat zmiany kryteriów dla osób przybywających na pobyt stały do Australii. Zastanawia mnie jedno: czy jeżeli wyjedzie tam osoba na studia też może być zdyskwalifikowana i po ukończeniu studiów będzie musiała wrócić do ojczystego kraju?

Odpowiedź:

Oczywiście, że tak. Formalnie rzecz biorąc studia w Australii nie są żadną przepustką do stałego pobytu. Mogą być w szczególnych przypadkach, ale nie muszą.

Przez wiele lat zasady emigracji nie ulegały zmianie i bardzo wielu studentów uzyskało stały pobyt po odbyciu studiów (o ile dobrze wybrali studia).

W ostatnich latach jednak nastąpiło znacznie pogorszenie sytuacji dla “studentów -  marzycieli o stałym pobycie”. Najpierw wprowadzono wymóg odbycia płatnego doświadczenia w zdobytym zawodzie. Teraz zaś zasygnalizowano usunięcie z listy (skilled occupations list, SOL) części zawodów, w których uczą się obecnie tysiące studentów, mających dotychczas nadzieję na zostanie w Australii na stałe. Wielu z nich zostanie na lodzie (niektórzy dosłownie – w tym miejscu czytelników z Polski prosi się o wyjrzenie za okno), przy czym rząd Australii nie czuje się tutaj winien (bo podobno niczego nie obiecywał) zrzucając winę na agentów edukacyjnych opowiadających spragnionym słuchaczom bajeczki o “emigracji przez edukację”.

Taka jest oficjalna wersja i warto o niej pamiętać podejmując decyzję o wyjeździe.

I pamiętajcie: jedyne wiarygodne źródło informacji o emigracji to: www.immi.gov.au. Jeśli wierzycie agentowi na słowo to sami zapłacicie potem za własną naiwność.

Jeżeli przeszkadza komuś, że strona jest po angielsku to znaczy, że nie ma co marzyć o emigracji, niech się najpierw uczy języka.

PS

Wciąż czekamy na głosy w konkursie na Blogera Roku 2009. Głosowanie nic nie kosztuje, trzeba tylko wpisać swój adres e-mail i potwierdzić w poczcie, że głos jest prawidłowy. Głosować można klikając na grafikę w prawym górnym rogu ekranu lub tutaj.  Każdy głos się liczy.

Popularity: 75% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (14)

Prawo czyli Lewo. Wielka reforma zasad emigracji do Australii

Pisząc tego bloga staram się przedstawiać Australię tak jak ja ją widzę: ani czarno ani różowo. Przeważają pewnie jasne kolory, bo lubię ten kraj i podoba mi się życie tutaj. Wczoraj jednak wydarzyła się rzecz, która mocno zachwiała moją dobrą opinią nt. Australii.

Wczoraj Minister Imigracji ogłosił wielką reformę zasad. Reforma jak reforma, nie za bardzo jeszcze wiadomo o co chodzi. Podstawą wciąż będzie Imigracja Wykwalifikowana (skilled migration). Zasygnalizowano likwidację od połowy roku list MODL i CSL i wprowadzenie nowej mocno skróconej listy SOL (listy zawodów “chcianych” w Australii). Szczegóły nowej listy nie są jeszcze znane, powiedziano jedynie, że zniknąć mają zawody rzemieślnicze typu fryzjer czy kucharz, a większe szanse mają dostać wysoko wykwalifikowani specjaliści (inżynierowie, lekarze itp.).

Wśród tysięcy zagranicznych studentów w Australii panuje totalna panika. Ja nie wiem jak sektor edukacyjny przetrwa to trzęsienie ziemi, a proszę pamiętać, że edukacja to jeden z najważniejszych towarów eksportowych w Australii. Z samych Polaków studiujących na antypodach żyje(ło?) co najmniej kilka polskich lub polonijnych firm…

Minister stwierdził, że nic się wielkiego przecież nie dzieje, a zagraniczni studenci powinni przyjeżdżać do Australii po naukę, a nie po stały pobyt. Ja sobie myślę, że rezultatem całego zamieszania, oprócz upadku szkół, będzie mniejszy procent kolorowych imigrantów niż dotychczas i wcale nie stanie się to przypadkiem.

Mam gdzieś polityczną poprawność i nie to mnie zbulwersowało.

Niejako przy okazji zasygnalizowano, że ok. 20 tys. całkiem poprawnie złożonych podań o emigrację, podań od osób, które na ich rozpatrzenie czekają już od ponad 2 lat, zostanie zwyczajnie anulowanych!!! Zwrócone zostaną koszta samej aplikacji, ale nie cała reszta kosztów (wyciągi, tłumacze, notariusze), że o stresie i przetrąconych planach nie wspomnę. Nas to już nie dotyczy, ale pamiętam dobrze czas sprzed uzyskania wizy, więc rozumiem co czują teraz kopnięci w dupę.

Po Australijczykach ta informacja spłynęła jak po kaczkach, większość się cieszy, że imigracji będzie mniej (chociaż wcale nie będzie).

Ja się za to zastanawiam, co rządowi szkodziło przyjąć te 20 tys. ludzi? To ułamek rocznej migracji przecież, w dodatku nie żadnych azylantów, tylko osób wykwalifikowanych. To naprawdę nikomu nie przeszkadza, że ludzi się kopnie jak psa-przybłędę (gorzej, bo psa to oni akurat kopnąć nie pozwolą)? Nikogo to nie obchodzi, bo to przecież jakaś dzicz z krajów gdzie żyją smoki? Olewamy ich, bo i tak nam nigdy nie zaszkodzą, bo przecież głosować w Australii już nie będą?

Ciśnie mi się kilka gorzkich słów na temat rządzącej lewicowej Partii Pracy, ale na razie przemilczę.

Dochodzę do wniosku, że bardzo mało nauczyła się Australia w ciągu 200 lat swojej historii. Wstyd mi dzisiaj za ten kraj i zastanawiam się, czy warto było zamieniać jedną dzicz prawną (polską) na kolejną (australijską).

PS

Wciąż prosimy o głosy w konkursie na Blogera Roku. Link w prawym górnym rogu strony oraz tutaj.

Popularity: 62% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (3)

Krótka historia polskiej emigracji do Australii

Wg spisu powszechnego do pochodzenia polskiego przynaje się w Australii ok. 160 tys. ludzi. Jednak tylko 50 tys. rozmawia w domu po polsku.

Kim my tutaj jesteśmy? Jak się tu znaleźliśmy?

„Złoty” wiek

Pierwsza większa fala emigracji przypłynęła tutaj zaraz po wojnie (drugiej światowej). Historie ludzkie były różne.

Jedni walczyli w armii Andersa na Zachodzie i nie mieli po co wracać do Polski, gdyż ustrój ludowy widział ich miejsce tylko 2 metry pod ziemią. Anglia czy Francja też ich nie chciały, więc popłynęli za ocean.

Inni spędzili całą wojnę w Polsce, a potem musieli uciekać gdy się okazało, że najlepsze miejsce dla partyzantów AK również jest pod ziemią (2 metry).

Jeszcze inni ani nie walczyli ani nie uciekali tylko zwyczajnie poczuli możliwość życia w nowym ciekawym kraju. Fałszywych rotmistrzów nie brakowało.

Jedną mieli jednak cechę wspólną: Czytaj dalej »

Popularity: 23% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (29)

Czy warto przenieść się z Wysp do Australii?

…czyli krótka seria: pytanie – odpowiedź:

- Mieszkam od kilku lat w UK. Mam już dosyć ciągłej mgły i mżawki. Warto się przenosić do Australii?
- Na takie pytanie nie da się odpowiedzieć. Jednym Australia się podoba i żyć bez niej nie mogą, a inni tracą złudzenia tuż po wylądowaniu i już nigdy nie potrafią tu się odnaleźć. Jeśli cię na to stać to najlepiej przyleć najpierw do Australii jako turysta i zobacz czy ci się podoba. To oczywiście nie daje gwarancji, bo inne jest życie turysty, a inne życie mieszkańca, ale jakieś wyobrażenie można dzięki takiej wyprawie mieć.

- Co mam zrobić żeby móc zamieszkać w Australii?
- Przede wszystkim musisz pamiętać, że Australia, w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, nie jest w Unii Europejskiej. Nie można tu po prostu Czytaj dalej »

Popularity: 35% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (10)

Maori

Z punktu widzenia współczesnej kultury (anglosaskiej) Nowa Zelandia nie różni się od Australii więcej niż np. Wiktoria od Queensland (to moje zdanie). Jeśli jednak spojrzeć na kulturę pierwotnych mieszkańców to oba kraje dzieli przepaść.

Początki wypraw Europejczyków do obu krajów były nawet podobne: uznano je za niezdatne do zamieszkania. O ile jednak Australia wydała się krajem pustynnym, a Aborygenów potraktowano jako część lokalnej fauny to Nowa Zelandia przywitała przybyszów wręcz bojowo.

Maorys, Whakarewarewa, Rotorua

Pierwsza dotarła w XVII w. holenderska wyprawa Abla Tasmana, przez przypadek przywiana przez wiatr. Nikt z załogi nie postawił nawet nogi na wyspach, bo Maorysi zaatakowali próbujące lądować łodzie i zabili czterech marynarzy Tasmana. Ten wiele nie myśląc zwinął żagle i odpłynął sądząc, że był właśnie u wybrzeży Ameryki.

Lepiej powiodło się ponad 100 lat później Jamesowi Cook’owi, który wylądował na Nowej Zelandii i nawet podobno zatknął gdzie trzeba brytyjską flagę. Również jemu przytrafiła się jednak potyczka z Maorysami, po której kilku marynarzy zostało… zjedzonych przez tubylców. Zresztą sam Cook też został wkrótce zjedzony przez krewniaków Maorysów na Hawajach.

Maorysi uchodzą za lud, który stawił kolonizatorom brytyjskim najsilniejszy opór. Kto wie jak potoczyłaby się ich historia gdyby nie fakt, że Czytaj dalej »

Popularity: 21% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (4)

« Wcześniejsze wpisy