LiveDownUnder.info: Blog Moniki i PrzemkaRSS wpisów RSS komentarzy

Australia Południowa- archiwa kategorii

Cuda architektury australijskiej: Adelajda

Klękajcie narody. Architektoniczny hit minionych wakacji, dostrzeżony na północnych rubieżach Adelajdy.

Pytanie do czytelników: jak sądzicie, w jakim celu postawiono ten dodatkowy domek na dachu:

a) żeby było blisko do babci

b) żeby było blisko do daczy za miastem

c) domek na wynajem dla studentów z Chin

d) inne pomysły?

adelajda dom-cud

za zdjęcie dziękuję Jackowi z Adelajdy :) .

Popularity: 53% [?]

Komentarze (9)

Barossa, Mt Lofty, Hahndorf – czyli jeszcze raz SA

Ostatnia relacja z Australii Południowej, bo niedługo miesiąc minie jak stamtąd wróciliśmy…

Jeden dzień przeznaczyliśmy na Dolinę Barossy. Krajobrazy wyglądają tam mniej więcej tak:

Barossa Valley

O ile w wielu miejscach Australii produkowane są bardzo dobre wina, to rzekomo klimat panujący w niedalekiej od Adelajdy Dolinie Barossa (Barossa Valley), czyni ją szczególnie przydatną dla przemysłu winiarskiego. Slogan reklamowy doliny mówi, że jeżeli widzisz w sklepie wino z napisem “Barossa Valley” to znaczy, że to jest dobre wino.

Ja jako laik nie będę się z tą opinią sprzeczał, a nawet napiszę, że rzeczywiście Chardonnay zakupiony przez nas w winiarni Jacob’s Creek był wyborny.

Inna sprawa to turystyczna reklama czyniona wokół Barossa Valley. Krajobrazowo nie różni się to niczym od choćby wiktoriańskiej Yarra Valley i wielu innych podobnych miejsc. Spalona słońcem żółta trawa, łagodne wzgórza pokryte niezliczoną ilością winnic, z których prawie każda kusi turystę na poczęstunek kilkoma kroplami wina.
I tu leży pies niestety pogrzebany: to ja byłem kierowcą i najlepsza z żon bardzo szybko oceniła, że mam już dosyć próbowania wina i więcej nie mogę, bo muszę prowadzić.

Jak mogę napisać coś miłego o Barossa Valley? Może kiedyś trzeba się udać na objazd winnic wycieczką autokarową?

Podsumowując: do Doliny Barossa warto wybrać się na spróbowanie wina. I tyle.

Czytaj dalej »

Popularity: 39% [?]

1 komentarz

Trzy słowa o Australii Południowej, w tym o Adelajdzie

Po opuszczeniu promu z Wyspy Kangura w Cape Jervis obraliśmy kierunek na stolicę stanu: Adelajdę. “Po drodze” postanowiliśmy jeszcze na szybko odwiedzić południowoaustralijski kurort: Victor Harbor (w tej nazwie widać amerykańskie piętno).

Victor Harbor

Niestety, tego i kolejnego dnia pogoda południowoaustralijska wyraźnie przedobrzyła. Było około +41 stopni C, klimatyzacja w samochodzie pracowała na pełnych obrotach, a nam najmniej chciało się spacerować po miasteczku podziwiając uroki Victor Harbor. Ograniczyliśmy się do plaży (owiewanej lekką bryzą), lunchu w cieniu cedrów i lodów w klimatyzowanym MacDonaldzie. Pomarudziliśmy na wysyp morskich glonów w wodzie i ruszyliśmy w kierunku miasta kościołów.

Czytaj dalej »

Popularity: 37% [?]

Komentarze (2)

Wyspa Kangura (4). Pożegnanie z wyspą.

Ostatni odcinek relacji z Wyspy Kangura będzie krótki i bez niespodzianek. Nie chciało nam się jechać 100 km do “stolicy” wyspy, czyli Kingscote, ale postanowiliśmy kontunuować byczenie się na kolejnych plażach zachodniej Kangaroo Island oraz dać spokojnie poszaleć dzieciom na rowerkach po naszym kempingu. W końcu oni też mają wakacje, nieprawdaż?

Pogoda na wyspie wybitnie nas rozpieszczała. Słońce i temperatury w górnej strefie 20-tki są wymarzone na wakacje. Wkrótce miało się okazać, że nie zawsze jest aż tak miło w Południowej Australii…

Hanson Bay

 Hanson Bay, ta sama co w pierwszym dniu pobytu, ale w innym ujęciu

Western River Cove
dojazd do Western River Cove, 20 km po tarce, ale warto było się turlać

Czytaj dalej »

Popularity: 33% [?]

Komentarze (4)

Wyspa Kangura (3). Vivonne Bay, uchatki i Mała Sahara

Pewnie już macie dosyć tych relacji z podróży, a ja dotarłem w niej dopiero do półmetka. Jak teraz patrzę ponownie na te zdjęcia to muszę stwierdzić, że Wyspa Kangura jest cudowna. W związku z czym będę dalej zamęczał czytelników (o ile jeszcze jacyś są) fotorelacjami.

Trzeci dzień pobytu na wyspie zaczęliśmy, jakże by inaczej, od plażowania. Tym razem celem była sama Vivonne Bay (na południowym wybrzeżu wyspy, 60km od Kingscote), reklamująca się jako “najlepsza plaża w Australii“.  W związku z tą reklamą spodziewaliśmy się siódmego cudu świata, a tymczasem plaża okazała się sympatyczna, ale bez wielkiego szału. Trzeba jednak przyznać, że woda jest krystalicznie czysta, fale były znośnej wielkości, więc dało się wykąpać. Dodatkowo plaża jest bardzo długa.

Vivonne Bay, Wyspa Kangura

Wylądowaliśmy gdzieś w środku długości zatoki i dopiero podczas spaceru wzdłuż plaży odkryłem kapitalne estuarium rzeki Harriet River.

Harriet River, Vivonne Bay, Wyspa Kangura

Czytaj dalej »

Popularity: 35% [?]

Komentarze (2)

Wyspa Kangura (2). Flinders Chase National Park.

Drugiego dnia na Wyspie Kangura po chłodnej nocy (10 st.C) przywitało nas słońce. Słoneczna pogoda i idealne temperatury 25-28 st. utrzymały się już do końca naszego pobytu. Tego dnia postanowiliśmy podbić pobliski park narodowy Flinders Chase.

Flinders Chase National Park obejmuje duży obszar lądu w zachodniej części Wyspy Kangura. Jest najchętniej odwiedzanym rejonem wyspy, bo w tym właśnie parku znajdują się główne atrakcje: skały Admiral’s Arch i Remarkable Rocks. My zostawiliśmy te hity na koniec dnia i pojechaliśmy najpierw rzadziej uczęszczaną drogą gruntową West Bay Road.

Uwaga: przed wjazdem do parku mija się budynek Centrum Informacyjnego, gdzie należy zakupić bilety wstępu do parku. Koszt biletu rodzinnego: 23 dolary.

Snake Lagoon
Snake Lagoon (Wężowa Laguna)

Uroczo nazwana trasa wiedzie wzdłuż rzeczki Rocky River, w której rzekomo przy odrobinie szczęścia można spotkać dziobaka. Dziobaki służą raczej jako wabik reklamowy, bo nie jest łatwo to zwierzątko dostrzec w naturze. Szczególnie jest to trudne w samo południe, nie mieliśmy więc większych złudzeń co do spotkania z dziobakiem.

Czytaj dalej »

Popularity: 37% [?]

1 komentarz

Wyspa Kangura (1)

Gdy tylko wylądowaliśmy po półgodzinnym rejsie na Wyspie Kangura okazało się, że niewyspanie jednak swoje robi, albo miałem kiepski dzień: próbując z powrotem zamontować bagażnik rowerowy (przykręcany do tylnego haka i schowany do auta na czas rejsu) zorientowałem się, że przez roztargnienie zostawiłem na podjeździe do promu (po drugiej stronie wielkiej wody) bolec mocujący hak w samochodzie.

Bez większej nadziei poszedłem jednak do okienka biletowego. Tam miła pani zadzwoniła na drugą stronę do Cape Jervis i po minucie okazało się, że jakiś domyślny pasażer po mnie zauważył leżący na asfalcie bolec, domyślił się co się stało i właśnie przekazał fanta obsłudze promu. Bolec nie zdążył na prom co właśnie odpływa, więc dostanę go dopiero za 2 godziny…

Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna…

Z poczuciem posiadacza szczęścia większego od rozumu zapakowałem całą rodzinkę na tylne siedzenie, rowery i bagażnik upchnąłem w wolne miejsca w samochodzie (nie wiem jakim cudem to się udało) i pojechaliśmy co silnik wyskoczy do Cape Willoughby.

W zasadzie te 2 godzinki czekania na bolec były jak znalazł. W planach mieliśmy przemieszczenie się na drugi koniec wyspy, więc była to może jedyna okazja odwiedzenia latarni morskiej w Cape Willoughby. Wyspa Kangura wygląda może na mapie niepozornie ale od przystani promu w Penneshaw do kempingu Western KI jest 120 km i całkiem słusznie przypuszczaliśmy, że może braknąć czasu na dodatkowy długi przejazd na drugi koniec wyspy. Wyspa Kangura jest większa niż się to pozornie wydaje.

Zaraz za Penneshaw skończył się asfalt i zaczęła prawdziwa Australia. Większość dróg gruntowych na Wyspie Kangura ma fakturę tarki, która wolno jadący samochód wprowadza w trudne do zniesienia wibracje. Wibracje znikają dopiero przy prędkości ok. 80 km/h. Nie dziwcie się więc jeżdżąc po australijskich bezdrożach, że co chwila spotkacie pędzący na złamanie karku samochód terenowy a za nim tuman kurzu. Po prostu inaczej się nie daje jechać. Ta droga na poniższym zdjęciu jest jeszcze względnie równa, być może dlatego, że należy do często używanych…

droga Penneshaw - Cape Willoughby

Asfaltowe na wyspie są tylko główne drogi przelotowe i dojazdy do największych atrakcji turystycznych (mapka poniżej). Reszta dróg (w tym do wszystkich malutkich i malowniczych plaż)  jest nieutwardzona i warto o tym pamiętać np. wypożyczając auto na wyspie: wynajętych samochodów innych niż pełne 4WD nie wolno wywozić poza asfalt.

Nasza pierwsza trasa wiodła tylko 20 km do latarni morskiej i już wkrótce okazało się, że naprawdę warto było tam jechać:

Czytaj dalej »

Popularity: 35% [?]

Komentarze (2)

Wróciliśmy z Południowej Australii

To były krótkie wakacje, ledwie 9 dni. W tym 2845 km na liczniku samochodu, 4 dni na Wyspie Kangura bez zasięgu komórki, 3 dni w Adelajdzie i okolicach, 2 dni (plus 1 noc) w podróży. Masa wrażeń, cudowne puste plaże, nieutwardzone drogi, walabie kicające wieczorami koło namiotu (Wester KI Caravan Park), odwiedziny u przyjaciół, tona zdjęć jeszcze w aparacie, wszyscy starsi o 1 rok oraz “Hobbit”, którego zakończyliśmy czytać dzieciom w czasie tej podróży.

View South Australia Xmas 2009 in a larger map

Z informacji praktycznych warto odnotować, że mimo początkowych obaw można w Boże Narodzenie znaleźć czynne stacje paliw na trasie z Melbourne do Adelajdy. Blisko Melbourne w ogóle nie ma problemu. Ostatnia czynna stacja w Wiktorii to Mobil w Horsham, a już po stronie SA czynna była również stacja firmy Mobil w miasteczku Tintinara. Pozostałe stacje szumnie chwalące się jako 24/7 były zamknięte w “Christmas Day”.
Drogę z Melbourne do Wyspy Kangura przebyliśmy nocą, docierając około godz. 3 do miejscowości Myponga, gdzie zrobiliśmy sobie 3-godzinną drzemkę. Ostatnie 50 km do Cape Jervis (skąd odpływa prom) dojechaliśmy rano. Prom odpłynął o godz. 9.
Dodajmy do tego, że prom to najdroższy chyba punkt całych wakacji. Przewóz auta osobowego oraz 4 osób w obie strony wyceniono na około $400, co jako sercem Wielkopolanie przeżyliśmy dość ciężko ;) .

Popularity: 35% [?]

Komentarze (6)