LiveDownUnder.info: Blog Moniki i PrzemkaRSS wpisów RSS komentarzy

November 2009- archiwa

Zaproszenie na koncert

Pewno wielu z Was słyszało historię doktora Dolittle, który był niezwykłym weterynarzem, rozumiejącym mowę zwierząt. Tym razem przyjedzie do Rowville  i spotka zwierzęta w polskim lesie. Pierwszą plotkę o zamieszaniu w lesie przyniesie szpak Mądrak. Później pojawią się: wiewiórka, dzik, lis, zajączki, jeż, niedźwiadki, wilk oraz ślimak, którzy będą uciekać przed …..

Aby się dowiedzieć czego zwierzątka przestraszą się w lesie i jaki morał jest z bajki zapraszamy wszystkich na doroczny koncert Zespołu Pieśni i Tańca Beskidy, który odbędzie się dnia 29 listopada 2009 roku o godzinie 17 a więc w najbliższą niedzilę w Domu Polskim „Syrena” 1325 Stud Road, Rowville, Wiktoria. W przerwie koncertu będzie funkcjonować kawiarenka z domowymi wypiekami. W drugiej częśći koncertu „Beskidy” zaprezentują następujące tańce: krakowiaka, polkę oraz dwa nowe tańce po raz pierwszy na deskach Domu Polskiego. Zaśpiewają także piosenki ludowe i nowe piosenki, które obecnie śpiewają dzieci w Polsce.

Tomek będzie występował jako dzik

dzik

Ewunia jako zajączek

ewunia_zajac

Popularity: 43% [?]

Komentarze (3)

Teoria spisku

Pod koniec zeszłego tygodnia anonimowi hakerzy, którzy włamali się do serwera brytyjskiego instytutu badań klimatu (Climatic Research Unit) opublikowali wyciąg kilku tysięcy e-maili i dokumentów wymienianych w prywatnej korespondencji między czołowymi naukowcami instytutu. Cały plik (uwaga 62MB!) można sobie pobrać z sieci (lub poczytać tutaj) i przeanalizować samodzielnie (nie zachęcam jednak do tego, bo nie jestem pewien, czy to jest aby legalne…). Ja tego sam czytał szczegółowo nie będę, bo nie mam na to czasu.

Poza tym jestem sceptykiem (nie tylko klimatycznym ;) ) i w tę rewelację też nie uwierzę ot tak sobie. Poczekamy aż się nożyce odezwą i zobaczymy co dalej. Z pewnością znajdą się tacy co szczegółowo przeanalizują “kwiatki” z tej ujawnionej korespondencji. Zachęcam do zaglądania na kilka blogów, np. Climate Audit czy blog Andrzeja Bolta. Na razie z pobieżnej lektury można wywnioskować jednak, że: Czytaj dalej »

Popularity: 49% [?]

Komentarze (11)

Czarodziejka w buszu

Czytamy ostatnio dzieciom przed snem świetną książkę, już na naszym blogu kiedyś cytowaną. Jeden z fragmentów tak nas “oczarował”, że postanowiłem zacytować. Posłuchajcie…

- Co to jest busz? – zaciekawił się Tomek.

Czytaj dalej »

Popularity: 47% [?]

Komentarze (5)

Wędkarze na St Kildzie

Te zdjęcia robiłem już 2 tygodnie temu. Obecna fala ciepła dopiero miała się zacząć. Czas biegnie szybko.

Wędkarz na St Kildzie, Melbourne

Czytaj dalej »

Popularity: 43% [?]

Komentarze (5)

Po koniach tygrysy

Australia chyba uparła się żeby mi uświadomić jak daleko jestem jeszcze psychicznie od tego kraju. Skończyło się końskie szaleństwo, a przybyło kolejne, tygrysie. W zasadzie chodzi o jednego tygrysa, nazywa się Tiger Woods i specjalizuje się we wbijaniu piłek do dołka, czyli po prostu w golfie.

W zasadzie ten sport mi się podoba, zasady są proste, trawka jest zielona (recycled water in use…), w dodatku zbytnio zmęczyć się nie trzeba, gra się w eleganckiej koszulce polo i w spodniach na kancik.

To wszystko wiem jedynie z telewizji oraz z przypadkowych obserwacjji, bo jakoś jeszcze mi się nie zdarzyło w golfa samemu zagrać. A byłoby gdzie, bo w Melbourne pola golfowe zajmują sporą część miasta i zawsze widać na nich jakichś graczy z wózkami i kijkami.

Dzisiaj jednak pola golfowe (oprócz jednego) muszą świecić pustkami, bo wszyscy pasjonaci pojechali oglądać samego Tygrysa (Tigera) Woodsa i zakorkowali większość ulic w pobliżu pola Kingston Heath. Tiger przyleciał bowiem na zawody do Melbourne, przyćmiewając swoją osobą nawet Britney Spears, która zjechała na koncert do Melbourne z dziećmi oraz byłym mężem (sic!).

Tiger przyleciał prywatnym samolotem z Szanghaju i zatrzymał się w najlepszym apartamencie w kompleksie Crown Casino. Ja wprawdzie nie rozumiem jak jeden  normalny człowiek może potrzebować więcej niż jedną sypialnię i jedną łazienkę, ale Tigera z pewnością na takie rzeczy stać. Za pojawienie się na trawnikach w Melbourne zainkasuje bowiem 3 miliony dolarów! Wow!

Ostatnio ksiądz w Burwood usiłował w kazaniu obliczyć ile to pieniędzy jest wystarczająco. Podobno najlepszą odpowiedź dał któryś Rockefeller: wystarczająco dużo pieniędzy to jest “tylko trochę więcej”. Jeszcze trochę więcej i na pewno mi starczy.

Zresztą Tiger Woods z pewnością wielkim golfistą jest i odpowiednia kasa mu się należy. Można by tylko zadać pytanie dlaczego akurat z kieszeni podatnika, ale to już osobna kwestia. Poza tym w Melbourne tradycja dopłacania do wielkich imprez jest dość “bogata”, żeby wymienić choćby przynoszące miliony dolarów strat zawody Formuły 1.

Sam Tiger zapytany o przyjazd do Melbourne powiedział, że zrobił to żeby móc zagrać na wspaniałym polu golfowym z cudownymi łachami piasku. To jak? Nie dla tych 3 milionów tylko dla piasku przy dołkach? Czyżby pieniądze podatnika w błoto wyrzucono? Niech żyje hipokryzja.

Popularity: 42% [?]

Komentarze (13)

Gorąca niedziela nad oceanem

Przygrzało nam w końcu. Od paru dni termometry rzadko schodzą poniżej 30 st. W chwili gdy to piszę dochodzi godz. 23:00 i jest na zewnątrz 27 st.C. W Melbourne to nie jest znowu tak bardzo częste zjawisko.

Tak samo było wczoraj, czyli w niedzielę. Listopadowa, gorąca niedziela, ani jednej chmurki na niebie to co można robić. Plażować oczywiście. My po zimowej przerwie odwiedziliśmy ponownie nasze ulubione Sorrento, a właściwie sąsiednie Blairgowrie.

Na zdjęciach zupełnie nowe dla nas plaże. Najpierw Fowlers Beach. Na autostradzie był dziki tłum, a na Fowlers Beach ani żywego ducha. To znaczy niezupełnie, bo byliśmy my i jakaś parka, której chyba zakłóciliśmy błogi spokój zupełnego odludzia. Miejsca jednak starczyło dla wszystkich:

blairgowrie-fowlers_beach

Czytaj dalej »

Popularity: 48% [?]

Komentarze (11)

Dzieci – powiedzonka

W czasie jazdy samochodem czasami ćwiczymy matematykę.

Tomek dostał za zadanie policzyć ile pieniędzy będzie potrzebował by kupić samochód za 3 i za 4$.
Odpowiedź padła błyskawicznie:

- To mama powiedz, który będę mógł kupić?

———–
Ewa ćwiczy ciocię z angielskiego.

- Powiedz : write, right, white, ride

Cioci zawsze wychodzi “rajd”

Popularity: 38% [?]

1 komentarz

Świńska grypa, ludzki problem

Świńska grypa. Polska przechodzi teraz przez fazę, którą w Australii mieliśmy pół roku temu. Powód jest prosty: pory roku mamy odwrócone i sezon grypowo-chorobowy w Australii przypada w środku polskiego lata. Dla nas samych był to rzeczywisty problem, nie tyle z powodu samej grypy, ale z powodu jej wpływu na stan ludzkich umysłów.

Pod koniec maja lecieliśmy na wakacje do Europy. Strach było mieć nawet podwyższoną temperaturę: na lotnisku w Hong-Kongu przechodziliśmy przez skanery wykrywające gorączkę. Byliśmy na to przygotowani: w podręcznym bagażu termometr i przygotowane na wszelki wypadek dawki paracetamolu.

W Hong-Kongu nie były jeszcze potrzebne, ale podczas tygodniowego pobytu w Anglii Ewa złapała lekkie przeziębienie. Strach było iść z tym do lekarza, bo gdyby się dowiedział, że przylecieliśmy z będącego wówczas światową “stolicą” świńskiej grypy Melbourne, to gotów byłby do szczętu zepsuć nam szczegółowo zaplanowane wakacje jakąś kwarantanną.

Ewie przeziębienie przeszło szybko, a my staliśmy się w ten sposób wrednymi roznosicielami mikrobów po świecie, dowodząc przy okazji ile są warte zastosowane wtedy metody zapobiegania epidemii.

*   *   *

Wracając do bieżącego problemu grypy na Ukranie. Czytaj dalej »

Popularity: 49% [?]

Komentarze (14)

Koniki

Twierdzę, że aby jakiś sport naprawdę czuć, to trzeba się z nim wychować. Jeden znajomy Ozi opowiadał mi kiedyś jak w czasie wizyty w Polsce nie mógł wyjść z podziwu, że można przez 2 bite godziny oglądać wariatów skaczących ponad 100m na nartach, przy czym każdy skok podobny do drugiego kropka w kropkę. To było jako riposta do zarzutu, że krykiet jest do bani.

Wszystko zależy więc od kulturowej otoczki.

Dla mnie jednym z takich elementów mało strawnych kulturowo w Australii oprócz krykieta są wyścigi konne. Czy to dlatego, że wychowałem się daleko od Służewca? Ależ nie, tutaj w Australii to naprawdę przyjmuje rozmiary narodowej histerii. Specjalne stroje, kapelusze, imprezki, zakłady u bukmacherów karmiące przy okazji drugiego narodowego “konika” Australii, czyli hazard. Nawet publiczne święto, dzień wolny od pracy w stanie Wiktoria, wyznaczono na dzień największej gonitwy, gonitwy, która zatrzymuje naród: Melbourne Cup.

Dotychczas przez 4 kolejne sezony udawało nam się być “obok” tego wszystkiego.

Ale wczoraj Ewa przyszła ze szkoły przejęta i opowiada nam o tym, że był taki wspaniały koń, który każdy wyścig wygrywał, każdy. Raz pojechał na zawody do Ameryki, dostał na statku choroby morskiej, a głupi Jankesi dali mu jakąś truciznę i koń umarł. Nazywał się Phar Lap i jest największym bohaterem narodowym Australii, czego Kiwi znieść nie mogą (następni dobrzy), bo urodził się u nich przecież.

Taki to jest kraj.

Dziecko mi indoktrynują i ja nie mam na to żadnego wpływu. Dzieci nam rosną na dobrych Ozich.

Ewa oczywiście miała swojego konia obstawionego (na szczęście bez pieniędzy) i pyta mnie, na którego ja stawiam. Trzeba było naprędce coś wymyślić. Ja obstawiłem numerek 10, Ewa 19, Monika 8, Tomek 14, a ciocia Gosia 18. Tymczasem wygrał numer 21 i tyle z naszego totolotka. Dobrze, że na razie posługujemy się numerkami, jak za rok napiszę Wam o imionach koni i wadze dżokeja to przyślijcie ekipę ratunkową.

A w ogóle to pierwszy raz na żywo oglądaliśmy Melbourne Cup w tym roku. Tzn. nie na torze we Flemmington, tak źle jeszcze nie jest, ale poszliśmy sobie poczuć trochę atmosferę na Federation Square. Fajnie było.

Melbourne Cup na Federation Square

Popularity: 36% [?]

Komentarze (2)

Zapraszam na Antypody

Postanowiłem zmienić odrobinę formułę naszej bytności w internecie. Przygotowałem cichaczem nowy projekt, projekt strony, w której informacje publikowane dotychczas na blogu nie będą ginęły w szumie bieżących spraw tylko będą dostępne łatwo dla każdego kto ich szuka. Strony, która ma być informatorem dla polskich miłośników Australii, tych co chcą tutaj się przeprowadzić i tych, którzy chcieliby tylko Australię odwiedzić.

Trochę to wszystko trwało, ale dzisiaj zapraszam na oficjalną premierę nowego portalu:

Na razie zawartość strony może się wydać uboga, ale obiecuję, że przeniosę tam z lamusa i uaktualnię wszystkie napisane kiedyś (na bloga i nie tylko) artykuły o charakterze informacyjnym. Pojawią się też nowe treści, o ile czasu nie braknie, bo pomysłów mam mnóstwo.

Z ciekawostek dostępnych na Antypody.info wymienić warto choćby aktywną mapę z prawej strony ekranu, linkującą do artykułów opisujących dane miejsce oraz aktualizowaną na bieżąco przez RSS listę najnowszych notek pisanych przez polskich blogerów z Australii.

Wszelką konstruktywną krytykę sobie cenię, będę więc wdzięczny za zwrócenie uwagi na błędy, które przedostały się na stronę oraz za propozycje nowych tematów do poruszenia.

Linkowanie do nowej strony oczywiście bardzo wskazane.

Blog zostaje w starym miejscu w formie niezmienionej. Będą tutaj wciąż pojawiały się notki z bieżącymi komentarzami spraw australijskich oraz z naszego życia na antypodach.

Popularity: 37% [?]

Komentarze (3)

« Wcześniejsze wpisy