Przemek, 31 Oct 2009. Życie w Australii
Kiedyś w początkach naszego pobytu w Australii, może ze 3 lata temu, zdarzyło się, że byliśmy na porannej Mszy Św. w kościele w East Malvern w Melbourne. Po Mszy gdy poszliśmy z dziećmi tradycyjnie na plac zabaw podeszło do nas starsze małżeństwo. Pani zapytała po polsku, skąd jesteśmy, co tutaj robimy i cieszyła się, że chodzimy do tego samego kościoła co oni. Przedstawiła się krótko: Paszkowska, a ja nie miałem wtedy zielonego pojęcia, że stojący obok niej drobny staruszek do sam pan Lech Paszkowski, autor najbardziej chyba znaczącej polskiej książki o Australii i jedna z najważniejszych postaci polskiej emigracji na antypodach.
Książka “Polacy w Australii i Oceanii (1790-1940)” wydana została w emigracyjnym wydawnictwie londyńskim w 1962 roku. Angielska wersja książki wyszła w 1987 roku w Sydney (“Poles in Australia and Oceania 1790—1940“).
Jeszcze 2 lata temu proponowano mi zakup egzemplarza książki z 1962 roku w charakterze “białego kruka”. Dzisiaj 90-letni już pan Lech Paszkowski doczekał wreszcie krajowego wydania swojej świetnej książki przez wydawnictwo “Kucharski”.
Kupiłem tę książkę podczas naszej ostatniej wizyty w Polsce.
Wszystkim interesującym się Australią polecam zakup i lekturę tej książki. Można się przekonać, że nie tylko Paweł Strzelecki i Józef Korzeniowski (Joseph Conrad), ale i wielu innych naszych rodaków odwiedzało Australię przed 1940 rokiem i nierzadko odegrało znaczącą rolę w życiu tego kraju. Ogrom pracy dokonanej przez autora przy przeszukiwaniu materiałów źródłowych musi budzić szacunek.
Nie wiem czy książka jest dostępna w tradycyjnych księgarniach (może ktoś z czytelników mieszkających w Polsce pofatyguje się do księgarni i zapyta?). Jest na pewno dostępna w księgarniach wysyłkowych, nie polecam tutaj żadnej konkretnej żeby nie robić kryptoreklamy. Wystarczy wpisać do wyszukiwarki hasło “Lech Paszkowski Polacy w Australii i Oceanii (1790-1940)” i znajdujemy wiele odnośników.
Do dzieła więc. W sam raz lektura na długie zimowe wieczory.
Popularity: 20% [?]
Podziel się tą wiadomością z innymi:
Przemek, 27 Oct 2009. Życie w Australii
Możemy odetchnąć z ulgą, bo najważniejszy wskaźnik mówi, że kryzys minął, przynajmniej w Australii. Wprawdzie stopy procentowe podniesiono już parę tygodni temu, ale inny wskaźnik jest znacznie ważniejszy: zmiany klimatyczne!
W czasie kryzysu globalne ocieplenie było w wyraźnym odwrocie. W niedawno robionym sondażu najważniejszych spraw dla Australijczyków spadło na dalekie piąte miejsce. Nawet sam Klimat wyraźnie wystraszył się kryzysu, kolejne zimy jakby były coraz chłodniejsze, wody napadało do zbiorników w Brisbane i Sydney, a ostatnio nawet u nas. Rolnicy też jakby nabrali optymizmu, a na jeziorze w Ballarat, gdzie jeszcze rok temu wybuchł pożar (tak tak, paliło się dno wyschniętego jeziora) w tym roku pływają już kajaki.
Krótko mówiąc: jak się ma normalne ludzkie problemy Czytaj dalej »
Popularity: 20% [?]
Podziel się tą wiadomością z innymi:
Przemek, 23 Oct 2009. Życie w Australii
Australijski nastoletni kierowca został zatrzymany przez policję w niecałą godzinę po otrzymaniu prawa jazdy. Jechał na autostradzie z prędkością 154 km/h przy ograniczeniu 110 km/h (w Wiktorii to najwyższa dozwolona gdziekolwiek prędkość). Za przekroczenie dozwolonej prędkości o 44 km/h prawo jazdy zabrano mu na 6 miesięcy i dodano do tego mandat 421 dolarów.
Całą wiadomość można przeczytać tutaj, a ja dodam, że tę informację podaje dzisiaj jako jedną z głównych nie tylko uważany za tabloid dziennik “The Herald Sun”, ale podało ją również w porannych wiadomościach państwowe radio ABC (odpowiednik polskiej Jedynki).
Czy to daje Wam jakieś wyobrażenie jak bardzo jazda po australijskiej ulicy różni się od jazdy w Polsce? Toż gdyby australijskie reguły zastosować nad Wisłą to trzeba by codziennie zabrać prawo jazdy połowie narodu, wydać grubą książkę najważniejszych wiadomości i załatać dziurę budżetową pieniędzmi pochodzącymi z mandatów.
Przypomniała mi się w tym momencie reklama Mazurskiej Nocy Kabaretowej, którą (reklamę a nie noc) oglądałem nie tak dawno w Polsce. Policja zatrzymuje tam kabareciarzy pędzących na złamanie karku na Mazury. Po chwili rozmowy policjanci wybaczają dzielnym artystom nadmierną prędkość i jadą wraz z nimi na Mazury, z gazem do dechy.
Przyznam, że byłem w małym szoku po obejrzeniu tej reklamy. Taki numer w Australii by z pewnością nie przeszedł.
Możecie się śmiać, że Ozi mają takiego cykora na drodze, ale ja naprawdę czuję się tutaj na drodze bezpieczniej, bo wprawdzie ograniczenia są ściślej przestrzegane, ale również dużo bardziej racjonalnie poustawiane. Natomiast po powrocie z długiej podróży za kółkiem nigdy nie czuję się tutaj jak przeciągnięty przez wyżymaczkę, co w Polsce miało miejsce praktycznie zawsze. Ale to pewnie również zasługa dużo lepszych dróg…
Popularity: 17% [?]
Podziel się tą wiadomością z innymi:
Przemek, 21 Oct 2009. Melbourne
Breaside Park jest bardzo rozległym i popularnym parkiem w południowo-wschodniej części Melbourne. Nas przyciąga tam ogromny plac zabaw i piękna 5 km pętla spacerowo-rowerowa przez las.
Park ma jednak kłopoty – niestety bardzo typowe dla Australii. Teren kiedyś porośnięty gęstym lasem częściowo wykarczowano (pod potrzeby wypasu koni wyścigowych – pasł się tutaj kiedyś sam Phar Lap!!!), otoczono zewsząd osiedlami domków jednorodzinnych i efekt jest taki, że podniósł się znacznie poziom mocno zasolonej wody gruntowej. Wody gruntowe w Australii są zwykle bardzo kiepskie i nie nadają się do picia (w kranach płynie woda deszczowa zbierana w górach do ogromnych zbiorników-jezior). Rodzimej roślinności wysoki poziom solanki najwyraźniej szkodzi. Do tego dokładają się sieci kanalizacyjne zmieniające przepływ wód gruntowych oraz rzekomo duża populacja ibisów i pałanek, a dokładnie ich odchody (piszę “rzekomo”, bo nie widzieliśmy ani jednego ani drugiego). Kiedyś wspaniały las wygląda teraz miejscami tak:

Smutny widok, prawda?
Na szczęście nie cały park tak wygląda. Złote akacje prezentują się wciąż wspaniale:
Czytaj dalej »
Popularity: 15% [?]
Podziel się tą wiadomością z innymi:
Przemek, 15 Oct 2009. Życie w Australii
Wasz ulubiony blogoreporter donosił niedawno jak fatalnie radzi sobie wymiar sprawiedliwości kraju szczęśliwego. Nie minęły nawet dwa kul czendże gdy sytuacja odmieniła się diametralnie. Całe społeczeństwo wzięło sobie do serca los pokrzywdzonych przez przestępców obywateli.
Szczególną czujnością społeczną wykazała się pewna nauczycielka ze szkoły podstawowej w miasteczku Yea. W czasie rutynowego odpytywania podopiecznych o to “co w domu słychać” dowiedziała się o bestialskim procederze mającym miejsce od lat w jednym z tzw. “dobrych domów”. Zwyrodniali rodzice znęcają się regularnie nad uczennicą klasy 3 i przy użyciu drewnianej łyżki biją ją w pupę. Odpowiednie służby zostały już zawiadomione, a pseudorodzice zostaną prawdopodobnie oskarżeni o “napaść z bronią w ręku”.
Posłuchajmy jak broniła się przed dziennikarzami, zasłaniając twarz, matka dziewczynki:
Czytaj dalej »
Popularity: 11% [?]
Podziel się tą wiadomością z innymi:
Przemek, 14 Oct 2009. Melbourne,Wiktoria
Pogoda dopisała wyśmienicie. Jest to dość dziwne, bo ostatnio w Melbourne głównie pada (zbiorniki idą w górę). Tymczasem pogoda jak na zamówienie, poprawia się głównie na weekend, po to żeby znów w poniedziałek się popsuć.
Tak było i tym razem.
Tylko się cieszyć, bo zaplanowaliśmy sobie z Wojtkiem i Rafałem męską wyprawę “po buszu”. Wyprawa była męska, bo trasa wyniosła “aż” 14km, a w dodatku nieśliśmy w pełni obciążone plecaki. Ten spacerek ma być bowiem preludium do większego wydarzenia, o którym mam nadzieję napiszę za jakiś miesiąc.
Wybraliśmy szlak “Two Bays Track” (a właściwie jego południową część od parkingu przy Baldrys Crossing do samego Cape Schanck. Trasa wiedzie przez lasy Półwyspu Mornington, dochodzi do oceanu przy zatoce Bushrangers Bay i kończy się przy widowiskowym przylądku Cape Schanck.
Kobiety z dziećmi pojechały drugim autem na odpoczynek na plażę w Rosebud z zamiarem spotkania się z nami po południu na Cape Schanck.
Wszystko przebiegło bez większych zakłóceń, trasa okazała się względnie łatwa, kondycyjnie wytrzymaliśmy dobrze, spotkaliśmy po drodze rodzinę kangurów szarych, a przy zejściu na plażę w Bushrangers Bay przepełznął między nami piękny choć niewielki pomarańczowo-brązowy wąż. Zdjęcia nie zdążyłem mu zrobić, bo był tak blisko, że dostałem prawdziwego cykora, cofnąłem się o kilka kroków i zapomniałem na chwilę o aparacie. Wąż nie był skory to pozowania i zniknął natychmiast w krzakach. Nie wiemy więc jaki to był gatunek i czy był w ogóle jadowity.
Poniżej zdjęciowa relacja z wyprawy oraz okolicznościowa mapka z Google Maps.

początkowo szlak biegł lasem, porośniętym eukaliptusami, banksiami i drzewami trawiastymi
Czytaj dalej »
Popularity: 13% [?]
Podziel się tą wiadomością z innymi: