LiveDownUnder.info: Blog Moniki i PrzemkaRSS wpisów RSS komentarzy

August 2009- archiwa

Dzień bloga 2009

Blog Day 2009

Przypomnienie: zabawa polega na tym aby 31 sierpnia, w Dzień Bloga, wytypować 5 wartych polecenia blogów. Rok temu było tak. Tym razem laury (tylko blogi prowadzone po polsku) idą do:

Popularity: 4% [?]

Brak komentarzy

Jak znaleziono miejsce na wioskę (4). John Pascoe Fawkner.

Batman miał do kolonizacji rejonu Port Phillip konkurencję w swojej rodzinnej Tasmanii (wtedy zwanej jeszcze Ziemią Van Diemena). Chrapkę na palmo pierwszeństwa miał bowiem również, wspomniany wcześniej, John Pascoe Fawkner. Był on w wieku 11 lat jednym z mieszkańców kolonii karnej podpułkownika Collinsa, towarzysząc wtedy swojemu skazanemu ojcu. Fawkner najwyraźniej nie zapomniał krótkiego pobytu w Sullivan Bay. W kwietniu 1835 roku kupił szkuner “Enterprize” i zamierzał wypłynąć nim na poszukiwanie właściwego miejsca osiedlenia.

enterprize2009
Replika statku “Enterprize” zacumowana w Docklands 30 sierpnia 2009 r.
w 174-te urodziny miasta.

Gdy wyprawa była gotowa do rozpoczęcia w sierpniu 1835 to okazało się, że Fawkner nie może w niej wziąć udziału, zatrzymany na Tasmanii przez wierzycieli. Dowódcą okrętu został kapitan John Lancey. “Enterprize” wpłynął  do rzeki Yarry 15 sierpnia, ale dopiero 30 sierpnia zdecydowano o rozpoczęciu budowy osiedla: zaczęło się karczowanie buszu i budowa pierwszej drewnianej szopy.

Co za ironia, że 30 sierpnia, w dzień urodzin Melbourne, nie było wśród “fundatorów” miasta ani Czytaj dalej »

Popularity: 4% [?]

Komentarze (6)

Jak znaleziono miejsce na wioskę (3). William Buckley.

<<w poprzednim odcinku<<

John Batman po znalezieniu “miejsca na wioskę” wrócił na krótko na Tasmanię, aby przygotować się do ostatecznej przeprowadzki  do swojej Batmanii. Zostawił na miejscu kilku ludzi żeby “pilnowali dobytku”. Obóz kazał jednak założyć nie w “miejscu na wioskę”, ale na półwyspie Intended Head niedaleko dzisiejszego Geelong.

Tutaj właśnie, 6 lipca przyszedł do ludzi Batmana dziwny człowiek, ubrany w kangurze skóry i noszący aborygeńską broń. Od Aborygenów różnił się jednak kolorem skóry: był biały.

Człowiek ten nie umiał mówić po angielsku, pokazał jednak na ramieniu wytatuowane inicjały: W.B.

Był to Czytaj dalej »

Popularity: 4% [?]

Komentarze (2)

Jak znaleziono miejsce na wioskę (2). John Batman.

Z dziennika Johna Batmana:

6 czerwca 1835
Całą noc mocno wiało i padał deszcz. Dzień zaczęliśmy o 8 rano spotkaniem z krajowcami. Podróżowaliśmy przez ziemie tak dobre jakich jeszcze nie widziałem. [...]
Znaleźliśmy chaty, kobiety i dzieci. Po jakimś czasie gdy wyjaśniliśmy wszystko znalazłem Ośmiu Wodzów, którzy władali całym krajem w pobliżu zatoki Port Phillip. [...] Gdy wyjaśniliśmy im dokładnie jaki jest nasz cel to kupiłem dwa duże kawałki ziemi, około 600 tys. akrów mniej więcej. Daliśmy im jako zapłatę za ziemię koce, noże, soczewki, siekiery, nożyce, mąkę i obiecaliśmy płacić dodatkową opłatę roczną.
Papier, który dzisiaj podpisali daje mi w pełne posiadanie ziemię wzdłuż cudownego strumienia [...], przewyższającą wszystko co dotychczas widziałem, zarówno pod względem trawy, jaki i bogactwa ziemi oraz drewna.

Przyznacie, że John Batman, urodzony w Paramatta (Sydney) syn zesłańca całkiem inaczej spojrzał na ziemie wzgardzone 32 lata wcześniej przez Collinsa. Powyższy fragment jego dziennika jest jednym z najbardziej zdumiewających dokumentów w historii Australii. Po pierwsze dlatego, że Czytaj dalej »

Popularity: 3% [?]

Komentarze (2)

Jak znaleziono miejsce na wioskę (1). Podpułkownik Dawid Collins.

Każde dziecko w Melbourne wie (a jeśli nawet nie wie to powinno wiedzieć!), że miasto Melbourne zostało założone przez wolnych osadników, w przeciwieństwie do takich więzień jak Sydney, Hobart, czy Brisbane.

Na początku planowano to jednak inaczej. Już w 1802 roku z założonej 14 lat wcześniej kolonii w Sydney przypłynął na zwiady do dzisiejszej Wiktorii m.in. kapitan Mateusz Flinders. Do zatoki nie wpłynął, ale ląd obejrzał z daleka i uznał za nadający się do zasiedlenia. Raport z tej m.in. podróży oraz chęć uprzedzenia napoleońskiej Francji w kolonizacji nowego lądu skłonił króla Jerzego III do zmiany celu podróży kolejnego transportu więźniów oczekujących w Anglii na zsyłkę do Sydney.

Tym sposobem okręt JKM “Calcutta” przybił 10 października 1803 roku do brzegu małej zatoczki Sullivan Bay położonej na terenie dzisiejszego Czytaj dalej »

Popularity: 3% [?]

Brak komentarzy

Domki z zapałek – minęły 4 miesiące

Pamiętacie domki z zapałek? Już są prawie gotowe. Jak na tę technologię to i tak budowa idzie dość wolno.

domki_z_zapalek-200908

Popularity: 8% [?]

Brak komentarzy

Wakacje w Australii (1). Zanim wylądujesz.

Samemu czy przez biuro podróży?

Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Jedni są zwolennikami wakacji, na których nie muszą się martwić o kolejny nocleg czy posiłek. Inni znów w samodzielnym załatwianiu wszystkiego widzą cały „smaczek” podróżowania. My należymy do tej ostatniej grupy. W przypadku Australii napisać jedynie należy, że jest to kraj na tyle przyjazny, że samodzielne podróżowanie nie powinno sprawić nikomu nadmiernej trudności. Nie mówiąc o tym, że…

Czytaj dalej »

Popularity: 19% [?]

Komentarze (6)

Dzieci – doświadczenia (1). Nauka przez zabawę.

Tomek i Ewa od dłuższego czasu są zafascynowani doświadczeniami.  Pomysły czerpiemy z książek i internetu. W ramach archiwum rodzinnego (a taką funkcję spełnia blog) postanowiłam co ciekawsze zamieścić na stronie.

Znikające statki:

1. Do pojemnika z wodą wlać dowolny barwnik spożywczy. Jak najbardziej można eksperymentować z kolorami.

2. Wykałaczkę lub patyk od szaszłyków przyczepić do postawy pojemnika gumą lub plasteliną- belka pod maszt.

3. Zamrozić pojemnik.

4. W międzyczasie (który może wydawać się długi) zaprojektować żagiel z papieru lub innego materiału.

5. Wyjąć podstawę statku z zamrożonego pojemnika

6. Założyć żagiel na maszt

7. Wlać do miski letniej wody i puszczać znikający statek.

Uwagi: My użyliśmy zbyt ciepłej wody i nasze statki ginęły w oczach, ale dzieci i tak miały radość :) .

Lepiej używać jaskrawych barwników, niebieski nie jest najlepszym wyborem.

Maszty powinny być dostosowane do wielkości zamrożonego lodu.

doswiadczenia

Popularity: 4% [?]

Brak komentarzy

W oczekiwaniu na wiosnę

Zima w najlepszym z miast ma się nieuchronnie ku końcowi. W górach śnieg nam prawie stopniał (a mieliśmy jechać jeszcze raz na sanki). Za to w ostatni czwartek na St Kildzie…

st_kilda_aug

Temperatura powietrza ok. 18st, wody ok. 11 st. O ile zanurzenie w takiej wodzie wydaje mi się teraz czystym szaleństwem to przypominam sobie jak sam robiłem podobne rzeczy na plaży w Kołobrzegu. Tylko, że w środku lata!

Popularity: 3% [?]

Komentarze (4)

Lewa ręka

Dzisiaj podobno jest “dzień leworęcznych”. Wcale bym o tym nie wiedział, ale przypominają mi o tym to tu to tam. Pomyśleć, że 36 lat przeżyłem nic o tym nie wiedząc, że mam swoje święto dzisiaj. Mam nadzieję, że to nie zabrzmi jak wyznanie AA, ale tak, ja też jestem leworęczny.

Całe to święto to jedna wielka bzdura, ale może i dobra okazja do paru wspomnień i komentarzy.

Najpierw pytanie do praworęcznych: piszecie na klawiaturze tylko prawą ręką? Bo ja na przykład piszę obiema. Skąd w takim razie pomysł pisania bloga lewą ręką i robienia głupihc literówke? Nie chwytam tego żartu. To była dygresja.

Nie sądzę aby leworęczność miała jakiś wielki wpływ na moje życie. Wprawdzie trudno wam sobie wyobrazić jak wiele jest rzeczy przystosowanych wyłącznie do prawej ręki (np. nożyczki, otwieracz do puszek, spust migawki w aparacie fotograficznym, a nawet jednoosobowe krzesła na sali wykładowej poznańskiej AE miały blat rozkładany z prawej strony…), ale ma to niewielkie znaczenie, bo da się do tego wszystkiego jakoś przystosować prawą rękę i funkcjonować całkiem znośnie.

Długopis za to świetnie pasuje do lewej ręki (nb. pióro również: pisałem piórem przez całe liceum i jakoś nie zamazywałem sobie liter łokciem). W czasach gdy zaczynałem szkołę podstawową nie każdy był o tym jednak przekonany…

Moja nauczycielka konińskiej “Szóstce” była kobietą starej daty i moja lewa ręka była jej solą w oku. Postawiła sobie za cel honorowy “nawrócenie” mnie na praworęczność. Były więc specjalne prace domowe do ćwiczenia prawej ręki, dyktanda, przepisywanie itp. Przyznać jednak muszę uczciwie, że nie było żadnych metod siłowych (typu bicie po rękach), co być może było przyczyną porażki tych prób “nawracania”.

Rezultat był taki, że na koniec pierwszej klasy miałem najgorszy charakter pisma z całej grupy, moje świadectwo było wtedy najgorsze w całej historii mojej edukacji, a i tak wolałem pisać lewą ręką.

Z jakiegoś powodu w drugiej klasie nastąpiło przetasowanie uczniów (czego w Polsce w przeciwieństwie do Australii raczej się nie praktykuje) i znalazłem się w zupełniej innej klasie z nową, młodą panią wychowawczynią. Nie pamiętam teraz jej imienia i nazwiska, ale jestem jej bardzo wdzięczny, że zmieniła o 180 stopni front i zaakceptowała moją leworęczność bez zastrzeżeń. Pamiętam jak pod koniec drugiej klasy stara belferka przyszła do nas na zastępstwo i gdy chciała poprosić do tablicy kogoś kto “ładnie pisze” to klasa wytypowała mnie. Do dziś mam przed oczyma jej zdumiony wyraz twarzy i błysk zrozumienia swojego błędu gdy zobaczyła jakie zrobiłem postępy. Nie wiem, czy potem zmieniła swoje metody postępowania.

Ja od tej pory szkołę wspominam jak najlepiej, a długopis do prawej ręki biorę tylko żeby zademonstrować ciekawskim jak mi kiepsko idzie pisanie “normalną” ręką.

Nie miałem nigdy kłopotów z matematyką ani z orientacją w przestrzeni.

Moja mama za to zawsze uważała, że mogę sobie zrobić krzywdę lewą ręką i chroniła mnie przed wszelkimi pracami ręcznymi. Czego efekty widać do dzisiaj :) .

Jednak nie, nie czuję się dyskryminowaną mniejszością.

Nasze dzieci są oboje praworęczni, ale być może przechowują gdzieś głęboko schowany gen recesywny :) .

Popularity: 3% [?]

Komentarze (5)

« Wcześniejsze wpisy