2009 May | Australia, Melbourne - dobre miejsce na wioskę

Blog Moniki i PrzemkaRSS wpisów RSS komentarzy

May 2009- archiwa

Przerwa zimowa

Nastąpi teraz krótka (mam nadzieję) przerwa w dostawie nowych notek na bloga. Przerwa jest z powodów “obiektywnych”, ale zbiega się w czasie z czymś w rodzaju “kryzysu twórczego”, więc dla nas jest jak znalazł ;) .

Dla naszych wiecznie milczących czytelników to dobra okazja, żeby napisać o czym chcieliby na blogu czytać, bo autorzy mają wrażenie, że wszystko już było.

Zamiast nastrojów zimowych zostawiam na blogu wspomnienie minionego wiktoriańskiego lata…

Jachty w Sorrento

Czytaj dalej »

Popularity: 5% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (14)

Równym krokiem

Akcja nazywa się “Global Corporate Challenge”. Nie wiem jeszcze kto za to płaci (tzn. wiem, że ja, ale nie wiem czy jako pracownik czy jako podatnik), ale uznałem, że przyda się jako dodatkowa motywacja do zwiększenia wysiłków…
Krokomierz dostałem w piątek i od razu zacząłem mierzyć.

Pierwsze pomiary:

  • dom
    • wyjście po piwo od komputera do lodówki i z powrotem: 40 kroków;
    • wyjście celem wydalenia produktów ubocznych spożycia piwa i powrót do komputera: 50 kroków;
  • praca
    • od samochodu do biurka (windą): 170 kroków;
    • od samochodu do biurka (schodami): nie mierzyłem, jeszcze nie zwariowałem;
    • wyjście na kawę do kuchni i powrót: 200 kroków.

W firmie utworzono kilka 7-osobowych zespołów, które mają rywalizować przez 125 dni o miano najlepszych piechurów. Przewidziano również odpowiednie przeliczniki dla tych, którzy wolą rower. Cel dzienny: 10 tys. kroków. To podobno wskaźnik aktywnego życia.

Początki  były obiecujące: sobota 10400 kroków.

W niedzielę zapasowy krokomierz dałem Tomkowi. Pomiar o 19-tej: tata 6000, Tomek: 15000.
Szybkie wyciągnięcie wniosków i wieczorny spacer nad zatoką z Moniką.

Gdy się kładłem spać krokomierz wskazywał 13400. Zapowiadają się ciężkie 4 miesiące…

Popularity: 3% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (7)

Wyspa Magnetyczna

Lekki wiatr z wschodnio-południowego-wschodu, z którym kierowaliśmy się na zachodnio-północny zachód, gdzie teraz widać ląd. Głębokość wody: 12-14 sążni. W południe osiągnęliśmy pozycję: szerokość 19 stopni i 1 minuta na południe, długość od Cape Gloucester: 1 stopień i 30 minut na zachód. Od wczorajszego południa zrobiliśmy 28 mil w kierunku północno-zachodnio-północnym. W tej sytuacji znaleźliśmy się u wejścia do zatoki [..], którą nazwałem “Cleveland Bay”. Zatoka rozciąga się na 5-6 mil od południowego-zachodu do południowego wschodu. Wschodni kraniec nazwałem “Cape Cleveland”, a zachodni “Magnetical Head” lub “Magnetical Island“, bo bardziej wygląda na wyspę, a kompas nie zachowywał się poprawnie w jej pobliżu. Góry na lądzie nie są zbyt wysokie, a cała okolica wydała się nam najbardziej dziką, skalistą i jałową z wszystkich, które dotychczas widzieliśmy. Nie jest jednak niezamieszkana: widzieliśmy dym w wielu miejscach wokół zatoki…

Powyższy tekst jest moim luźnym tłumaczeniem fragmentu dziennika kapitana Jamesa Cooka z 6 czerwca 1770 roku (dostępnego w oryginale na Projekcie Gutenberg). Nie brzmi zbyt zachęcająco, przyznacie. Mimo tego wybraliśmy się na weekend we dwoje na Wyspę Magnetyczną. W końcu co słoneczny Queensland to nie pochmurna Wiktoria w środku maja, nieprawdaż? 8 rocznicę ślubu też trzeba jakoś uczcić…

Dzieci zostają w dobrych rękach cioci Gosi więc lecimy… Piątek wieczór. Bilet Jetstar: $99 w jedną stronę. Parking na lotnisku w Melbourne: $49.  Weekend na tropikalnej wyspie w dobrym towarzystwie: bezcenne.

Na początku nie zapowiadało się dobrze. Nasz człowiek na dalekiej północy od paru dni donosił, że w “słonecznym stanie” równiutko leje. Jednak okazało się, że w Townsville nie było wcale najgorzej. Słońca prawie nie widzieliśmy, ale deszczu również nie. Przy temperaturze +28 st. w dzień i +20 w nocy nie jest to najgorsza pogoda (dla wypoczynku, bo zdjęcia pod chmurami wychodzą bardzo przeciętne).

Sobota rano, Horseshoe Bay, okolo godz. 10:00 dzwoni telefon. “Cześć tu Harom, jesteśmy już na przystani. Za chwilę u was będziemy, bo mamy rowery!“.

“Hoho”, mówię do Moniki, “Harom z Ulą rowerkami kondycję budują. Pamiętasz te górki po drodze jak wczoraj jechaliśmy stamtąd autobusem?”.

I rzeczywiście, mija dobrze ponad pół godziny, wcale nie mało jak na 6km z przystani… Pojawiają się na horyzoncie 2 wychudzone postacie, trzymające się ostatkiem sił rowerów.

“Cześć” – mówią Ula z Haromem – “nie wiedzieliśmy, że tu takie górki będą, podjechać się nie da…”.

Balding Bay
Kierunek na plażę nudystów. To oczywiście zmyłka, żadnych golasów nie było. Była za to malutka plaża Balding Bay, ciepła woda i wspaniała kąpiel. Krokodyli i meduz o dziwo nie było.

Rajska plaża. W słoneczny dzień wyszłoby tu zdjęcie-cudo.

Radical Bay. Rajska plaża. W słoneczny dzień wyszłoby tu zdjęcie-cudo.

Czytaj dalej »

Popularity: 9% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (4)

Surfer

Australia – kraj surferów, wiadomo. Ostatnio ten sport wzniósł się na wyżyny. Najnowsza dyscyplina nazywa się “train surfing” i jest szczególnie popularna wśród kibiców klubu Hawthorn. Oto najpopularniejsze zdjęcie prasowe zeszłego tygodnia w Melbourne:

zdjęcie z serwisu: news.com.au

Duch w narodzie jak widać nie ginie.

Ten mistrz ćwiczył na stacji Camberwell, dojechał w ten sposób na kolejny przystanek. Parę dni później zadzwonił do jednej ze stacji radiowych i tłumaczył, że w pociągu był tłok, a jemu było tam dobrze za oknem.

Niestety wiktoriańscy oficjele nie wykazali entuzjazmu do postawy mistrza surfingu. W kraju gdzie na budowę własnego domu nie wolno wejść bez kasku i szkolenia takie rzeczy nie przejdą.
Ustalono tożsamość (dzięki zdjęciom, filmowi oraz uczynnym znajomym mistrza) i obiecano przywalenie odpowiedniego mandatu. Nawet sam premier Wiktorii się wypowiedział na okoliczność tego wydarzenia, w słowach rzecz jasna bardzo niepochlebnych.

19 letni surfer nie wydaje się być zmartwiony tą sytuacją i twierdzi, że na 278 dolarów mandatu go stać.

Popularity: 3% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (4)

Krótka historia polskiej emigracji do Australii

Wg spisu powszechnego do pochodzenia polskiego przynaje się w Australii ok. 160 tys. ludzi. Jednak tylko 50 tys. rozmawia w domu po polsku.

Kim my tutaj jesteśmy? Jak się tu znaleźliśmy?

„Złoty” wiek

Pierwsza większa fala emigracji przypłynęła tutaj zaraz po wojnie (drugiej światowej). Historie ludzkie były różne.

Jedni walczyli w armii Andersa na Zachodzie i nie mieli po co wracać do Polski, gdyż ustrój ludowy widział ich miejsce tylko 2 metry pod ziemią. Anglia czy Francja też ich nie chciały, więc popłynęli za ocean.

Inni spędzili całą wojnę w Polsce, a potem musieli uciekać gdy się okazało, że najlepsze miejsce dla partyzantów AK również jest pod ziemią (2 metry).

Jeszcze inni ani nie walczyli ani nie uciekali tylko zwyczajnie poczuli możliwość życia w nowym ciekawym kraju. Fałszywych rotmistrzów nie brakowało.

Jedną mieli jednak cechę wspólną: Czytaj dalej »

Popularity: 23% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (29)

Zimno czyli teoria wg lekarza- ruskiego Żyda

Dzisiaj w zasadzie poszłam do lekarza z Tomkiem na kontrolę czy na pewno ma czyste płuca, bo od poniedziałku pokaszluje, a jak zwykle wylądowałam z receptą na antybiotyk.

Chodzimy ostatnio z dziećmi do nowego lekarza w przychodni, który jest Żydem. Na wytłumaczenia, że Tomek złapał wirusa od taty, który objawia się kaszlem i zaczerwienionym gardłem, zbytnio nie reagował, gdyż uważał że przeziębienie jest od zimna. Przeprowadził etymologię słowa przeziębienia w angielskim, ruskim i kazał mi zrobić to samo w polskim. I przykazał , że przeziębienie jest od zimna i kropka.

Stwierdził, że w nocy mamy na pewno w domu za zimno i że zimne powietrze powoduje, że Tomek kaszle. To prawda, że w nocy śpimy przy około 15 stopniach i rano jest zimnawo, ale ja zawsze myślałam że to zdrowsza temperatura do spania.  Zalecił więc grzanie do temperatury 24 stopni, oczywiście nie dmuchanym powietrzem tylko z grzejników olejowych i przykrywanie lekkim kocykiem.  A na powiększone migdały przepisał antybiotyk.

Także chyba będziemy mieć ciepło w nocy ….. (raczej tylko w dziecięcym pokoju …..)

Popularity: 4% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (5)

« Wcześniejsze wpisy