January 2009- archiwa
Co jest nie tak z tymi piłkami?
Co można robić na naszym końcu świata w gorący styczniowy wieczór, gdy termometr pokazuje blisko 40 st. i wcale nie z tego powodu, że się popsuł? Można iść na plażę.
Albo na Australian Open.
Wczoraj grał sam Federer, szczęśliwie trafiliśmy bilety właśnie na jego mecz w 1-szej rundzie. Zresztą Federer jak Federer, na tenisie słabo się znam to nie będę się mądrzył. Fajnie się oglądało.
Wczoraj moją uwagę przykuły jednak piłki.
Wydawać by się mogło, że na takim turnieju jak Australian Open to naprawdę piłki dostarcza się pierwszej jakości. Tymczasem taki Federer prosi “chłopca piłkowego” o podanie piłek. Nie jednej piłki, ale piłek. Trzech. Ogląda, obraca w dłoniach, sprawdza, która lepsza. Jedną wyrzuca (znaczy się: niedobra piłka była), jedną chowa do kieszeni, a ostatnią, najlepszą będzie serwował.
Bum! 200 km/h. Prosto w siatkę.
Znaczy: źle wybrał piłkę!
Możecie się śmiać, ale przed mężczyznami grały na Rod Laver Arena kobiety. Australijka Casey Dellacqua brała zawsze tylko jedną piłkę i nią serwowała. I co? Przegrała gładko ze Słowaczką Hantuchovą, która przebierała piłeczki tak jak Federer, tylko wybierała zawsze jedną, bo nie miała kieszonki w swojej miniówce, żeby schować tam piłkę do poprawienia serwu.
Coś musi być na rzeczy. Ktoś widział co robiła dzisiaj z piłkami Agnieszka Radwańska?
Popularity: 2% [?]
Łatwo przyszło, łatwo poszło – zachowania Australijczyków
Przemo już pisał o tym, że rząd australijski wspomógł ekonomię rozdając przed świętami dolary na wspomaganie walki z globalnym kryzysem. Pieniądze dostali emeryci, matki z samotnie wychowujące dzieci oraz rodziny otrzymujące coś w rodzaju polskiego zasiłku socjalnego. Kwota niezła, bo ponad 1000 albo 1500 dolarów na dziecko.
Efekty opisywane w gazetach:
- sprzedaż nieznacznie wzrosła w okresie świątecznym – chyba 0,2 %. Przypisywane raczej deflacji- związanej ze spadkiem cen benzyn i kredytów hipotecznych.
- 10% wzrost obrotów w kasynach w Queensland w porównaniu do poprzedniego roku, przy dość małym ruchu turystycznym, można jednoznacznie przypisać przyczynę. Pewno trzęsący się staruszkowie usiedli przy maszynach marząc, że ten zasiłek mogą jeszcze pomnożyć zaspakajając swoje potrzeby.
Łatwo przyszło, łatwo poszło…
Popularity: 2% [?]
Przepis na drogę do… raju? (Blairgowrie)
Skały i fale Czytaj dalej »
Popularity: 3% [?]
Skojarzenia – wychowanie wielojęzyczne
W czasie ostatniego powrotu z plaży za oknami samochodu widziałam dwie restauracje japońskie. W ramach rozwijania zainteresowania językiem i kulturą tego kraju pytam się Ewki:
- Jakie dania japońskie lubisz?
- Mamo, czy w Japonii są frytki?
- Pewno są frytki…
- To ja w takim razie je najbardziej lubię!
Ostatnio Ewka stwierdziła, że fajnie by było pojechać do Polski na 3 miesiące. Wytłumaczyłam jej, że wtedy musiałaby iść do szkoły w Polsce, bo nikt z dzieci nie ma tak długich wakacji. Chwilę zastanawiała się czy będzie to szkoła z nauką języka polskiego. Ja jej na to odpowiadam, że oczywiście będzie to szkoła z takim językiem, w jakim się mówi w danym kraju. A ona na to z powagą odpowiada, że dlaczego chodzi do japońskiej szkoły skoro jest w Australii….?
Popularity: 3% [?]






