Australia, Melbourne - dobre miejsce na wioskę

Blog Moniki i PrzemkaRSS wpisów RSS komentarzy

Ballarat: 1854 AD

Poranek w Sovereign Hill przywitał nas chłodny i pochmurny. Jednak na pogodę nie wypadało narzekać: był to jeden z nielicznych w tej zimy dni gdy w Ballarat nie padał deszcz. Tegoroczna deszczowa zima przyjmowana jest przez wiktorian z radością, a przez mieszkańców miast położonych w głębi lądu australijskiego (jak właśnie Ballarat) z radością szczególną: zakończyła się kilkuletnia susza, a na pola złotonośne spadło najwięcej deszczu od 33 lat!

Poranek jest jednak cichy, na ulicach pustki. Nawet jak na Australię o godzinie 9 rano w niedzielę jest tutaj za cicho:

Sovereign Hill, Ballarat, Wiktoria

Wszystko zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki o 10-tej. O tej bowiem godzinie otwierana jest kasa biletowa skansenu Sovereign Hill i na uliczki zabytkowego miasteczka wlewa się tłum turystów oraz robiących atmosferę statystów.

Sovereign Hill, Ballarat, Wiktoria

Sovereign Hill, Ballarat, Wiktoria

Sovereign Hill, Ballarat, Wiktoria

starsi panowie dwaj

Czytaj dalej »

Popularity: 5% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (3)

Szczęśliwy żółty dzień

W pracy od dłuższego czasu mam projekt za projektem i tak ciągnie się od dobrego roku. Nie ma wytchnienia, zastanowienia się, czasu na ulepszenie i tak dalej. Za to firma zaczęła nas wysyłać na lokalne konferencje testerów. W sumie dwa dni siedzenia w dobrym hotelu na wykładach, pyszne jedzonko i dobra kawa oraz możliwość nawiązania kontaktów z innymi osobami z branży. Tym razem wypad był do Sydney, a na konferencji pojawiły się osoby prezentujące z całego świata. Swoją drogą taka konferencja to niezła impreza dla wykładowców, prezenterów. Jeden albo dwa wykłady (w zależności od renomy osoby) i kilka dni spędzonych w kraju konferencji.

W piątek rano obchodzony był Dzień Raka. Przy każdym większym skrzyżowaniu młodzież sprzedawała żółte żonkile i różne małe gadżety, które mają wspomóc walkę z tą chorobą. Przeraziły mnie statystyki, które prognozują, że co drugi człowiek będzie walczył z tą chorobą w Australii do 2050. Toteż postanowiłam wspomóc tę akcję i kupiłam dwa słodkie misie – jednego lekarza, a drugiego pacjenta w żółtym sweterku.  Na zakończenie konferencji odbyło się losowanie dwóch nagród dla uczestników ufundowanych przez 2 sponsorów, trzeba było podać swoje kontakty. Przy losowaniu pani podała imię Monika i nazwiska nie mogła już przeczytać, wiedzialam że to było moje (chociaż na sali były dwie Moniki – jedna jest Hinduską, która zaczęła dopiero niedawno pracować u nas w firmie). Nie wiem dlaczego, ale byłam na sto procent przekonana, że to jestem ja. I miałam rację, wylosowałam iPod Touch.

W drodze powrotnej chciałam złapać wcześniejszy samolot. Przy wylocie z Melbourne Qantas w automatycznej budce, w której można było zrobić check-in oferował możliwość wcześniejszego lotu. Myślałam, że taka możliwość będzie także w Virgin Blue. Jednak w budce nie było takiej opcji, ale znajoma która nadawała bagaż dostała jednak wcześniejszy lot. Trochę zawiedzona poszłam do lady spytać się czy można zmienić jeszcze wylot, zbytnio nie będąc przekonana, że poprzedni check-in można anulować. Miła pani, której siostry mąż jak się okazało jest Polakiem, zmieniła mi godzinę wylotu  na 30 minut wcześniej.

W domu czekały na mnie dzieci i mąż. Dzieciom misie bardzo się podobały, chociaż obydwoje chcieli iPod Touch dostać. Ewka wieczorem powiedziała, że bardzo się cieszy z tego powodu, że jestem już w domu, nawet jeżeli nie dostała iPod Touch’a.

A ja zasypiałam z pewnością, że jestem szczęśliwa …..

Popularity: 5% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (2)

Co się dzieje w Australii?

O tym, że dzieją się rzeczy niezwykłe można się było przekonać dzisiaj w firmowej kuchni u mnie w pracy. Po raz pierwszy od ponad 5 lat tematem rozmów kuchennych jest POLITYKA. Rzecz jest w Australii niesłychana, więc warto zerknąć bliżej co się dzieje.

Streszczając sytuację: mieliśmy w sobotę wybory do parlamentu krajowego (federalnego). Głosy rozłożyły się tak równo, że mimo większościowej ordynacji wyborczej prawdopodobnie żadna z partii nie zdobędzie większości 76 posłów w 150 osobowej Izbie Reprezentantów. W chwili gdy to piszę szacunki (bo dokładnych liczb nie znamy – głosy wciąż są liczone) mówią, że opozycyjna koalicja Liberals+Nationals zdobędzie 73 posłów, a rządząca Labor: 72. Języczkiem u wagi mają zostać 4 posłowie niezależni i 1 zielony. Zieloni po raz pierwszy w historii zdobyli posła w okręgu obejmującym centrum Melbourne, strącając ze stołka przedstawiciela Labor.

Zielony poseł poprze, rzecz jasna, Partię Pracy. Natomiast z 4 niezależnych aż 3 wywodzi się z Partii Narodowej i jest bardzo mało prawdopodobne aby zaryzykowali poparcie Lewicy, bo mogłoby to skutkować utratą stołka w kolejnych wyborach.

W tej niepewnej sytuacji na dzisiaj szala zwycięstwa wydaje się przechylać na stronę Tony’ego Abbotta i Liberals, co mnie zaskakuje, bo wierzyłem iż dobrze wyniki przewidują bukmacherzy (a ci stawiali na Labor). Taki rząd Liberals byłby bardzo słaby, bo nie tylko zależący od niezależnych (coż za zbitka słowna) posłów, ale nie mający również poparcia w Senacie, gdzie Zieloni zwiększyli siłę z 5 do 9 senatorów i razem z Labor będą mieli tam większość.

Jednak taki rozwój sytuacji byłby dla Abbotta wynikiem marzeń. Jeszcze pół roku temu przejmował władzę w partii mając rekordowo niskie poparcie, a dzisiaj jest na dobrej drodze do detronizacji rządzącej dopiero jedną kadencję partii. Taka sytuacja ma miejsce po raz pierwszy od ponad 70 lat!

Z całą pewnością ręce zaciera też Kevin Rudd (“zdetronizowany” niedawno premier) myśląc sobie: “Wbiliście mi nóż w plecy, macie o to za swoje!”

Co się z tego wykluje przekonamy się w nadchodzących dniach. Z mojej strony jeszcze kilka obserwacji od “technicznej” strony tych wyborów:

Czytaj dalej »

Popularity: 16% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (8)

Burke i Wills: 150 lat od wielkiej wyprawy

W niedzielę 20 sierpnia 1860 roku (czyli dokładnie 150 lat temu) w melburneńskim Royal Parku od samego rana gromadziły się wielkie tłumy. Gapie otoczyli kołem grupę namiotów, przy których krzątała się grupka ludzi. Jednak największą atrakcją dla widzów były specjalnie sprowadzone z Indii wielbłądy (jeden z nich się urwał i wywołał panikę w tłumie) oraz opiekujący się zwierzętami Sipajowie. Nie brakło wśród widzów również dziennikarzy z lokalnych gazet The Argus oraz  The Age, a także miejskich oficjeli, którzy przygotowali rzecz oczywista na tę okazję okolicznościowe przemówienia.

Na ten dzień zaplanowano bowiem start Wielkiej Wyprawy, stawiającej sobie za cel przebycie po raz pierwszy kontynentu australijskiego z południa na północ. Wyprawy, która w zamierzeniach miała potwierdzić prymat Kolonii Wiktoria nad innymi brytyjskimi koloniami w Australii i wymazać z map wielką białą plamę, istniejącą wciąż w sercu kontynentu australijskiego.

Pomnik na miejscu startu wyprawy Burke'a i Willsa
Royal Park, Melbourne.
Ten pomnik stoi w miejscu skąd wyruszyła ekspedycja Burke’a.

20 sierpnia, na początku wyprawy wszyscy byli dobrej myśli. Kierownik ekspedycji, z pochodzenia Irlandczyk, Robert O’Hara Burke w swoim przemówieniu podziękował za wsparcie rządowi Wiktorii oraz Komitetowi Badawczemu (organizatorowi wyprawy) za zrobienie wszystkiego co było w ich mocy. Teraz, według jego słów, sami podróżnicy muszą pokazać na co ich stać.

W końcu cierpliwość widzów została nagrodzona i wyprawa ruszyła o godz. 16-tej (z 4 godzinnym opóźnieniem) wzdłuż Mount Alexander Road w kierunku Essendon, odprowadzana przez wiwatujący tłum i dźwięki orkiestry. Z 19 członków wyprawy aż 7 (w tym Burke i Wills) oglądało Melbourne po raz ostatni.

Burke i Wills na równinie Terrick Terrick
Ekspedycja Burke’a i Wills’a na równinie Terrick Terrick (niedaleko Bendigo, Wiktoria)
Ludwik Becker, 1860. (c) zdjęcie pochodzi ze strony Biblioteki Stanowej Wiktorii.

Widok karawany musiał być imponujący: 25 dromaderów, 23 konie i 6 wozów wiozących łącznie 20 ton ładunku z zapasami żywności na 2 lata!!! Czego tam nie było: dębowy stół z dwoma krzesłami, rakiety sygnalizacyjne, chiński gong do sygnalizowania swojej pozycji w czasie mgły, 6 ton drewna na opał, rum dla wielbłądów (sic!)… Pełną listę ładunkową można obejrzeć tutaj. Większość niepotrzebnego sprzętu Burke musiał porzucić po drodze…

Zanim prześledzimy dalsze losy ekspedycji przyjrzyjmy się bliżej okolicznościom w jakich została zorganizowana.

Czytaj dalej »

Popularity: 14% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (4)

Zimowe Docklands

Tereny doków w Melbourne (w dolnym biegu rzeki Yarra) stanowiły kiedyś najruchliwszy port morski Australii. Mniej więcej od lat 70-tych XX w. port w Docklands tracił powoli na znaczeniu, gdy wprowadzono statki kontenerowe. Zostało po porcie wielkie niewykorzystane miejsce w środku miasta.

Budowa nowej dzielnicy rozpoczęła się w latach 90-tych od budowy stadionu Docklands (na zdjęciu poniżej, obecna nazwa komercyjna: Etihad Stadium).

Dzisiaj Docklands wciąż jest w budowie, powstają plany rozbudowy kolejnych części dzielnicy. Jednak już teraz jest to jedna z najbardziej atrakcyjnych części Melbourne.

Dużą wpadką była budowa diabelskiego młyna Gwiazdy Południa. Otwarty z wielką pompą w grudniu 2008 został zamknięty po miesiącu gdy zauważono po fali upałów pęknięcia w strukturze karuzeli. Gwiazdę Południa rozebrano i do dzisiaj nie rozpoczęto ponownego montażu.

Wybrałem się do Docklands na ćwiczenia z aparatem w nocnej scenerii. Zimą zmrok zapada szybko, więc nie trzeba długo czekać na złotą godzinę.

Melbourne Docklands

widok z Docklands na City w Melbourne

Melbourne Docklands, New Quay

New Quay, apartamenty mieszkalne w Docklands

Czytaj dalej »

Popularity: 26% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (11)

Leczenie emigranta

Emigrant, jak wiadomo, miewa nastroje. Nie wiem czy na pewno idą one według wykresu “W”, ale z pewnością znajdują się na ich trasie dołki.

Zwrócono mi kiedyś w komentarzach uwagę, że najlepszym lekarstwem na emigranckie nostalgie jest śledzenie wydarzeń w kraju. Hmm…

U nas teraz zima, za oknem jakby szarówa, z nosa znów kapu kap. W sam raz do popadnięcia w nostalgię za zieloną i słoneczną Polską.

Zajrzyjmy więc co słychać w kraju.

Polityka.

Główna wiadomość ostatnich dni: wojna o krzyż. Prezes Kaczyński ponownie traci kontakt z rzeczywistością. Nogi się pode mną uginają. Szczęście, że media w Australii w ogóle nie zajęły się tym tematem i nikt nie tutaj o to nie pyta… Zostawmy to i zobaczmy co w gospodarce u europejskiego tygrysa pod rządami liberałów.

Gospodarka

Rząd liberałów z Platformy Obywatelskiej zaproponował ratowanie budżetu przez podwyżkę podatku VAT. Przeciwko podwyżce podatków są (uwaga, uwaga!!!) lewicowe SLD oraz socjalno-narodowe PiS… Nie wierzę, coś się musiało komuś pokręcić. Zostawmy więc i to i zobaczmy lepiej co w sporcie.

Sport

Mój ulubiony Kolejorz gra przecież o Ligę Mistrzów. Albo lepiej powiedzieć… grał.

Metoda jest skuteczna, czuję się uleczony.

Popularity: 29% [?]

Podziel się tą wiadomością z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono
  • Netvibes
  • Śledzik

Komentarze (26)

« Wcześniejsze wpisy