LiveDownUnder.info: Blog Moniki i PrzemkaRSS wpisów RSS komentarzy

W poszukiwaniu zaginionej motywacji

Dziękuję za wszystkie komentarze do poprzedniej notki. Po krótkim zastanowieniu postanowiłem jednak ją zdjąć z “anteny”. Blog nabrał zbyt osobistego charakteru, a przecież internet to nie “kozetka”. Już lepsze było pokazywanie kiczowatych zdjęć australijskich pejzaży.

5 lat prowadzenia bloga. To bardzo długo, może zbyt długo. Przeszła mi przez głowę nawet myśl, że taka okrągła rocznica jest w sam raz na zamknięcie bloga. Postanowiłem jednak zrobić sobie tylko przerwę w pisaniu tutaj.

Straciłem motywację do prowadzenia bloga. Gdy ją odnajdę to wrócę. Nie wiem jak długo potrwa przerwa. Pięć chudych lat? Pięć miesięcy? A może pięć dni?

Sprawdzajcie.

Popularity: 34% [?]

Podziel się z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono

Komentarze (33)

Wiadomości dnia

  • Wiktoria: Kierowca ciężarówki, który o mały włos uniknął najechania na samochód lidera opozycji Tony Abbott’a powiedział, że przywódca liberałów zasługuje na “kopa w dupę”;
  • Terytorium Północne: Więcej żołnierzy australijskich ginie w wypadkach drogowych niż w Afganistanie i Iraku;
  • Nowa Południowa Walia: Przymusowe lądowanie samolotu A-330 linii Qantas na lotnisku w Sydney;
  • Queensland: Po dwugodzinnej akcji ratunkowej w Gold Coast uratowano 9 kaczuszek, które woda po ulewnym deszczu zmyła do studzienki. Mama kaczka zginęła przejechana przez samochód;
  • Wiktoria: Nie uratowano za to 12-letniego chłopca, który utonął w bajorze w pierwszym dniu szkolnego obozu niedaleko Melbourne;
  • Australia Zachodnia: Bezdomni w Perth wydają po 1000 dolarów dziennie na narkotyki;
  • Tasmania: Dodatkowe 20 tys. ha pierwotnego lasu przeznaczono pod wycinkę;
  • Australia Południowa: nic się nie wydarzyło godnego wspomnienia ;) .
  • Ze świata: liczba krów w Nowej Zelandii przekroczyła liczbę mieszkańców (ludzi);
  • Ze sportu: Łukasz Fabiański pogrążył Arsenal w meczu Ligi Mistrzów z FC Porto (sic!!!);
  • Ze sportu: Przyczyną śmierci byłego piłkarza reprezentacji Australii,  Ian’a Gray, prawdopodobnie była heroina;
  • Ze sportu: 90% ankietowanych popiera decyzję klubu St Kilda FC o usunięciu z klubu oskarżonego o gwałt futbolisty, Andrew Lovett’a.
  • Pogoda na piątek w Melbourne: rano lokalne mgły, potem słonecznie. Temperatura minimalna +16 st.C, maksymalna +32 st.C

Popularity: 24% [?]

Podziel się z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono

Komentarze (4)

Studia w Australii drogą do emigracji?

Pytanie z naszej skrzynki:

– Czytałam ostatni artykuł opublikowany na stronie na temat zmiany kryteriów dla osób przybywających na pobyt stały do Australii. Zastanawia mnie jedno: czy jeżeli wyjedzie tam osoba na studia też może być zdyskwalifikowana i po ukończeniu studiów będzie musiała wrócić do ojczystego kraju?

Odpowiedź:

Oczywiście, że tak. Formalnie rzecz biorąc studia w Australii nie są żadną przepustką do stałego pobytu. Mogą być w szczególnych przypadkach, ale nie muszą.

Przez wiele lat zasady emigracji nie ulegały zmianie i bardzo wielu studentów uzyskało stały pobyt po odbyciu studiów (o ile dobrze wybrali studia).

W ostatnich latach jednak nastąpiło znacznie pogorszenie sytuacji dla “studentów -  marzycieli o stałym pobycie”. Najpierw wprowadzono wymóg odbycia płatnego doświadczenia w zdobytym zawodzie. Teraz zaś zasygnalizowano usunięcie z listy (skilled occupations list, SOL) części zawodów, w których uczą się obecnie tysiące studentów, mających dotychczas nadzieję na zostanie w Australii na stałe. Wielu z nich zostanie na lodzie (niektórzy dosłownie – w tym miejscu czytelników z Polski prosi się o wyjrzenie za okno), przy czym rząd Australii nie czuje się tutaj winien (bo podobno niczego nie obiecywał) zrzucając winę na agentów edukacyjnych opowiadających spragnionym słuchaczom bajeczki o “emigracji przez edukację”.

Taka jest oficjalna wersja i warto o niej pamiętać podejmując decyzję o wyjeździe.

I pamiętajcie: jedyne wiarygodne źródło informacji o emigracji to: www.immi.gov.au. Jeśli wierzycie agentowi na słowo to sami zapłacicie potem za własną naiwność.

Jeżeli przeszkadza komuś, że strona jest po angielsku to znaczy, że nie ma co marzyć o emigracji, niech się najpierw uczy języka.

PS

Wciąż czekamy na głosy w konkursie na Blogera Roku 2009. Głosowanie nic nie kosztuje, trzeba tylko wpisać swój adres e-mail i potwierdzić w poczcie, że głos jest prawidłowy. Głosować można klikając na grafikę w prawym górnym rogu ekranu lub tutaj.  Każdy głos się liczy.

Popularity: 36% [?]

Podziel się z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono

Komentarze (13)

Prawo czyli Lewo. Wielka reforma zasad emigracji do Australii

Pisząc tego bloga staram się przedstawiać Australię tak jak ja ją widzę: ani czarno ani różowo. Przeważają pewnie jasne kolory, bo lubię ten kraj i podoba mi się życie tutaj. Wczoraj jednak wydarzyła się rzecz, która mocno zachwiała moją dobrą opinią nt. Australii.

Wczoraj Minister Imigracji ogłosił wielką reformę zasad. Reforma jak reforma, nie za bardzo jeszcze wiadomo o co chodzi. Podstawą wciąż będzie Imigracja Wykwalifikowana (skilled migration). Zasygnalizowano likwidację od połowy roku list MODL i CSL i wprowadzenie nowej mocno skróconej listy SOL (listy zawodów “chcianych” w Australii). Szczegóły nowej listy nie są jeszcze znane, powiedziano jedynie, że zniknąć mają zawody rzemieślnicze typu fryzjer czy kucharz, a większe szanse mają dostać wysoko wykwalifikowani specjaliści (inżynierowie, lekarze itp.).

Wśród tysięcy zagranicznych studentów w Australii panuje totalna panika. Ja nie wiem jak sektor edukacyjny przetrwa to trzęsienie ziemi, a proszę pamiętać, że edukacja to jeden z najważniejszych towarów eksportowych w Australii. Z samych Polaków studiujących na antypodach żyje(ło?) co najmniej kilka polskich lub polonijnych firm…

Minister stwierdził, że nic się wielkiego przecież nie dzieje, a zagraniczni studenci powinni przyjeżdżać do Australii po naukę, a nie po stały pobyt. Ja sobie myślę, że rezultatem całego zamieszania, oprócz upadku szkół, będzie mniejszy procent kolorowych imigrantów niż dotychczas i wcale nie stanie się to przypadkiem.

Mam gdzieś polityczną poprawność i nie to mnie zbulwersowało.

Niejako przy okazji zasygnalizowano, że ok. 20 tys. całkiem poprawnie złożonych podań o emigrację, podań od osób, które na ich rozpatrzenie czekają już od ponad 2 lat, zostanie zwyczajnie anulowanych!!! Zwrócone zostaną koszta samej aplikacji, ale nie cała reszta kosztów (wyciągi, tłumacze, notariusze), że o stresie i przetrąconych planach nie wspomnę. Nas to już nie dotyczy, ale pamiętam dobrze czas sprzed uzyskania wizy, więc rozumiem co czują teraz kopnięci w dupę.

Po Australijczykach ta informacja spłynęła jak po kaczkach, większość się cieszy, że imigracji będzie mniej (chociaż wcale nie będzie).

Ja się za to zastanawiam, co rządowi szkodziło przyjąć te 20 tys. ludzi? To ułamek rocznej migracji przecież, w dodatku nie żadnych azylantów, tylko osób wykwalifikowanych. To naprawdę nikomu nie przeszkadza, że ludzi się kopnie jak psa-przybłędę (gorzej, bo psa to oni akurat kopnąć nie pozwolą)? Nikogo to nie obchodzi, bo to przecież jakaś dzicz z krajów gdzie żyją smoki? Olewamy ich, bo i tak nam nigdy nie zaszkodzą, bo przecież głosować w Australii już nie będą?

Ciśnie mi się kilka gorzkich słów na temat rządzącej lewicowej Partii Pracy, ale na razie przemilczę.

Dochodzę do wniosku, że bardzo mało nauczyła się Australia w ciągu 200 lat swojej historii. Wstyd mi dzisiaj za ten kraj i zastanawiam się, czy warto było zamieniać jedną dzicz prawną (polską) na kolejną (australijską).

PS

Wciąż prosimy o głosy w konkursie na Blogera Roku. Link w prawym górnym rogu strony oraz tutaj.

Popularity: 34% [?]

Podziel się z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono

Komentarze (2)

Code Red

fdr_chart

Poziomy zagrożenia pożarowego:

NISKI-ŚREDNI: Sprawdź swój “Plan Ratunkowy na Wypadek Pożaru”.

WYSOKI: Sprawdź swój “Plan Ratunkowy na Wypadek Pożaru”.

BARDZO WYSOKI: Jeśli mieszkasz w rejonie zagrożonym pożarem buszu, a twój “Plan Ratunkowy na Wypadek Pożaru” mówi, żeby wyjechać to najbezpieczniej będzie wyjechać jak najwcześniej rano.

POWAŻNY: Najbezpieczniej jest wyjechać z samego rana (jeżeli mieszkasz w rejonie zagrożonym pożarami buszu, a twój “Plan” mówi, żeby wyjechać). Zostań w domu tylko jeżeli jest dobrze przygotowany i jesteś pewien, że możesz go bronić.

EKSTREMALNY: Najbezpieczniej będzie wyjechać rano z rejony zagrożonego pożarem buszu (gdy twój “Plan” mówi, aby wyjechać). Zostań tylko gdy twój dom  jest dobrze przygotowany, dobrze zbudowany (sic!) i możesz go aktywnie bronić.

KOD CZERWONY – CODE RED (katastrofalny): Jeśli mieszkasz w rejonie zagrożonym pożarem buszu to najlepiej wyjechać jeszcze poprzedniego dnia wieczorem lub wcześnie rano.

Paliło się u nas dokładnie rok temu… “Code Red” został wprowadzony jako efekt tych pożarów. Dzisiaj, w rocznicę tych wydarzeń na szczęście ten najwyższy poziom nie obowiązuje (w Melbourne jest kod niebieski, w większości stanu Wiktoria: zielony).

PS

Wciąż prosimy o głosy, link w prawym górnym rogu strony oraz tutaj.

Popularity: 32% [?]

Podziel się z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono

Brak komentarzy

Zagłosuj na Australię

Zgłosiłem naszego bloga do konkursu na “Blogera Roku 2009″ organizowanego przez Wiadomości24 (pierwszy raz). Żeby zagłosować wystarczy kliknąć tutaj, znaleźć łatwo nasz blog, kliknąć na przycisk “Głosuj”, wpisać swój adres e-mail i potwierdzić w poczcie, że się głosowało. Bardzo proste, dwie minuty i każdy sobie poradzi. Żadnych smsów się nie wysyła i można głosować również z zagranicy.

Do dzieła więc. To, że to czytasz oznacza, że warto tu zaglądać, nieprawdaż? Mam nadzieję, że głosów będzie tyle co odwiedzin, a nie tyle co komentarzy ;) .
Startujemy w kategorii “Życie”.

Zagłosuj na mnie - Bloger 2009 roku - Wiadomosci24

Popularity: 38% [?]

Podziel się z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono

Komentarze (6)

Phillip Island

Wakacje się skończyły, ale lato jeszcze trwa. Dzisiaj zapraszam na krótką fotorelację z długiego weekendu spędzonego tydzień temu na Phillip Island.

Wyspa jest bardzo popularna wśród turystów. Odwiedza ją 3,5 miliona turystów rocznie, a stałych mieszkańców jest 7 tys. Większość odwiedzających nawet na krótko Melbourne zalicza wizytę na Phillip Island. Celem jest oglądanie małych pingwinków, codziennie po zmroku wychodzących z oceanu na brzeg (pisałem o tym kiedyś). Zwiedzanie wyspy jest o tyle ułatwione, że z głównego lądu prowadzi na nią most.

My tym razem wybraliśmy się na wyspę na dłużej, spędziliśmy na kempingu 4 dni i postanowiliśmy zobaczyć te miejsca, na które brakuje zwykle czasu podczas krótkiego jednodniowego wypadu.

Powiem krótko: było warto. Dochodzę powoli do wniosku, że życia nam braknie na zobaczenie wszystkich pięknych miejsc w Australii, tak dużo ich tu jest. Po 4 dniach na wyspie pozostał nam niedosyt i chęć powrotu tam jeszcze raz. Przecież to tylko 1,5 godziny jazdy od nas.

Ale dosyć tego gadania, zobaczcie sami

Woolamai Beach

Woolamai Beach, jedna z oceanicznych plaż dla surferów.

Na tym zdjęciu widać ratowników, którzy wyznaczyli flagami strzeżoną część plaży. Plażując w Australii warto pamiętać, że wszystkich tysięcy kilometrów plaż nie sposób patrolować i ratownicy pojawiają się tylko na niektórych plażach i tylko w wyznaczonych godzinach. Pływanie poza flagami na plaży takiej jak ta też nie jest wskazane. Ratownicy precyzyjnie dobierają miejsce do kąpieli tak, aby przypadkowy pływak nie został zabrany przez nieuwagę przez silne prądy rozrywające (the rips).

Woolamai Beach

Jest to brzeg Oceanu Południowego (w zasadzie początek Cieśniny Bassa), następnym lądem daleko za horyzontem jest Antarktyda, a nieco bliżej z lewej strony: Tasmania. Woda w oceanie jest zimna i nawet latem nie dochodzi raczej do 20 st. Chętnych do zanurzenia się jednak, jak widać, nie brakuje.

Czytaj dalej »

Popularity: 42% [?]

Podziel się z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono

Komentarze (7)

Australijska szkoła: początki

Wakacje minęły jak z bicza strzelił.

Młodego zawiozłem dzisiaj pierwszy raz do szkoły. W sumie to zawiozłem oboje, ale Ewa tu już stara wyga w 2 klasie, a Tomek dzisiaj zaliczył debiut w “prep”, czyli australijskiej zerówce. Dobra to chyba okazja do napisania kilku słów o tutejszej szkole.

Australijskie dzieci idą do szkoły mając 5 lat. W Wiktorii jest to dokładnie tak (bo każdy stan ma inaczej), że 5 lat trzeba skończyć do 30 kwietnia. Wtedy jest możliwe, że dziecko idzie do szkoły 1 lutego mając skończone zaledwie 4 lata i 9 miesięcy. Wprawdzie jest to klasa “preparation”, ale i tak mam wątpliwości, czy dziecko w tym wieku powinno już chodzić do jakiejkolwiek szkoły.

Dla nas szkoła dzieci to pierwszy prawdziwy kontakt z australijską edukacją, trudno więc się dziwić, że porównujemy to z polską szkołą przez którą sami kiedyś przechodziliśmy. Dodam jeszcze, że mowa jest o szkole publicznej, nie katolickiej i nie prywatnej.

Czytaj dalej »

Popularity: 52% [?]

Podziel się z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono

Komentarze (2)

Cuda architektury australijskiej: Adelajda

Klękajcie narody. Architektoniczny hit minionych wakacji, dostrzeżony na północnych rubieżach Adelajdy.

Pytanie do czytelników: jak sądzicie, w jakim celu postawiono ten dodatkowy domek na dachu:

a) żeby było blisko do babci

b) żeby było blisko do daczy za miastem

c) domek na wynajem dla studentów z Chin

d) inne pomysły?

adelajda dom-cud

za zdjęcie dziękuję Jackowi z Adelajdy :) .

Popularity: 52% [?]

Podziel się z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono

Komentarze (9)

Poskromienie bestii

Jak wiadomo Australia słynie z dzikich bestii, grożących spokojnym mieszkańcom na każdym kroku. Krokodyle, rekiny, kazuary, dzikie psy, żmije i pająki wielkości ptaków – żeby wymienić tylko najpopularniejsze. Na szczęście na straży naszego bezpieczeństwa mamy policjantów: dzielnych i nieustraszonych.

Ja nikogo się nie boję!
Choćby niedźwiedź… to dostoję!
Wilki?… Ja ich całą zgraję
Pozabijam i pokraję!

Tak było i tego feralnego dnia, gdy dzika bestia zagroziła mieszkańcom spokojnego przedmieścia Bundoora, w północnej części Melbourne. Sytuację opanowano dopiero dzięki interwencji nieustraszonego sierżanta i jego giwery kalibru .38. Zresztą zobaczcie sami tutaj.

Popularity: 49% [?]

Podziel się z innymi:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • email
  • LinkedIn
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Grono

Komentarze (10)

« Wcześniejsze wpisy